W zgodzie z sobą, czyli jak?

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Dziś mija miesiąc odkąd osiedliłam się na tajskiej wyspie Koh Chang, a wydaje się, jakby to było zaledwie wczoraj. Dlaczego? Bo tak mi tu dobrze! A gdy jest dobrze, jak wiadomo, czas płynie szybciej. Po miesiącach podróży dłuższych i krótszych, a następnie intensywnym pobycie w Kambodży, w końcu mam czas na wszystko to, co mi się od dawna marzyło – plażę, morze, moją ulubioną tajską kuchnię i masaż, ale też realizację nowych pomysłów oraz pracę – intensywną, acz w swoim własnym tempie i czasie. Takie moje w zgodzie z sobą. Do tego za tydzień, w ramach mojego autorskiego projektu, tym wszystkim będę dzieliła się z grupą osób, które też chcą po swojemu – wypocząć, zdystansowac się, a w rezultacie pewnie żyć. 

Chciałoby się powiedzieć, że szczęściarą jestem. To pewnie też. Ale przede wszystkim ciężko na to szczęście pracowałam. Bo życie w zgodzie z sobą nie przychodzi ot tak. Nie puka do naszych drzwi pewnego ranka mówiąc „jestem”. Nie domaga się audiencji, bo jesteśmy tacy wyjątkowi. Najczęściej wcale nawet nie ujawnia, że jest. Że może być przygarnięte, zaadoptowane, jeśli tylko wyrazimy chęć, odważymy się, a następnie będziemy konsekwetnie pracować. Bo warto żyć w zgodzie z sobą… Choć to życie zgoła inne od tego dobrze ci znanego i akceptowanego przez tłumy. Czyli jakie właściwie? Jak żyje się w zgodzie z sobą?

 

NIEPOWTARZALNIE

Życie w zgodzie z sobą jest niepowtarzalne pod każdym względem, gdyż z zdefinicji zakłada egzystencję po swojemu, a nie tę z jednego wyświechtanego wzornika. To życie szyte na miarę, gdzie Ty jesteś krawcem! I zanim powiesz, że nie umiesz szyć, to spieszę donieść, że właśnie o to chodzi, że musisz się nauczyć. Po swojemu – bo tylko Ty jesteś w stanie stworzyć to dzieło. Ktoś Cię może wspomóc, dostarczyć inspiracji, podpowiedzieć, ale to Ty ostatecznie projektujesz, kroisz i szyjesz, bo to Twoje życie. Każde wydanie w zgodzie z sobą jest inne – tak jak każdy z nas jest inny. Mnie, po miesiącach podróży, zamarzyło się osiąść w pięknym miejscu nad morzem i stąd pracować, oddychając codziennie morskim powietrzem i ciesząc się słońcem. Ale Twoje w zgodzie z sobą może być (a nawet na pewno jest) inne, bo Ty jesteś inny. I o to chodzi. Nie musisz, tak jak ja, rzucać wszystkiego i wyruszać w długą podróż, ba, nie musisz nawet na wakacje wyjeżdżać, jeśli nie chcesz. Grunt to dotrzeć do tego swojego wydania w zgodzie z sobą. Do tego, co CIĘ kręci, co cię podnieca.

 

PRACOWICIE

W tym moim nowym w zodzie z sobą praca również się znalazła, ale na nowo, inaczej niż wcześniej. Zamarzyło mi się stworzyć coś własnego. Coś, co będzie przede wszystkim użyteczne dla innych. Będzie im pomagało. I wymyśliłam swój autorski projekt, w którym dzielę się nie tylko pasją do podróżowania, ale też wszystkim, czego nauczyłam się w ostatnich latach własnej transformacji, jak i przebywając tutaj w Azji – w bardzo konkretnym (naukowym) celu. Warsztaty życia w zgodzie z sobą pozwalają mi się realizować i wieść takie życie, jakie sobie wymarzyłam, ale bez ciężkiej pracy by ich nie było. Nie wydarzyłyby się bez wspomnianej pracy i nauki w Kambodży, bez zarwanych nocy podczas których doszkalałam się i tworzyłam program, ogarniałam sprawy merytoryczne i organizacyjne. Nigdy nie doszłyby do skutku bez determinacji sięgającej himalajskich szczytów w najbardziej demotywujących momentach. Oraz wiary, że mogę. Żyć w zgodzie z sobą. Plus ciężkiej pracy… nad samą sobą. Bo życie w zgodzie z sobą to proces. Długi i często bolesny. Wymagający nieograniczonych pokładów zapału, wytrwałości, otwartości i… zapieprzania. Pięknie ujęła to Brené Brown w książce Rising Strong, która była jedną z moich lektur w całym procesie:

Aby zrozumieć i pokochać to, kim jesteśmy, musimy odzyskać i połączyć się na nowo z tymi elementami siebie, które osierocilismy przez lata. Musimy na nowo wezwać do domu wszystkie części siebie, które kiedyś porzuciliśmy.

A to nie jest łatwe. Wymaga obalenia niejednych ograniczających przekonań, usunięcia przez lata kreowanych wewnętrznych blokad, przeprogramowania mózgu z „nie uda się” na „wszystko jest możliwe”. Bo jest. O ile jesteśmy gotowi pracować. W pocie czoła. Aż ciało będzie się buntowało, mózg się będzie gotował, a z nimi zaciekle broniące ostatnich bastionów starego ciebie ego…

 

DALEKO OD IDEAŁU I NIEKOMFORTOWO

Jakkolwiek teraz nie wyobrażam sobie już inaczej niż w zgodzie z sobą, to muszę przyznać, że takie życie jest dalekie od ogólnoprzyjętego ideału egzystencji, do którego wiernie dąży zdecydowana większość społeczeństwa. Wymaga niemało poświeceń (choćby wspomnianej ciężkiej pracy – np. prowadząc bloga, bądź pisząc ebooka i nie oczekując za to niczego w zamian), ale jak się raz spróbowało, to nie ma odwrotu. Znosi się wszelki dyskomfort podróży (jesli w podróży akurat jesteśmy), fakt, że nie mamy stałego miejsca zamieszkania, samotność (jeśli to podróż  solo) albo ulotną miłość, niebezpieczeństwa i inne ciemne strony podróżowania. Ale gdzie jest idealnie? Tu przynajmniej mamy świadomość, że robimy coś, co podpowiada nam serce. Że jesteśmy w zgodzie ze swoim wewnętrznym głosem. A ten zawsze ma rację – jeśli uda się w końcu do niego dotrzeć.

Bo w życiu w zgodzie z sobą właśnie o wyjście poza strefę komfortu chodzi. Bo ta strefa jest co prawda bezpieczna i znana, ale nic nowego i przełomowego nie wnosi. Jeśli chcemy żyć inaczej, musimy zrobić coś inaczej – to proste. Świetnie obrazują to słowa Johna Leviego, które ostatnio usłyszałam w jednym z wywiadów:

Rozmiar twojego życia jest wprost proporcjonalny do dyskomfortu, który jesteś w stanie podjąć.

Jaki zatem dyskomfort jesteś w stanie znieść? Jak daleko jesteś gotowy wyjść poza bezpieczną strefę, by eksplorować nieznane ci pokłady życia?

 

ODWAŻNIE

Jest jedna rzecz, bez której życie w zgodzie z sobą nie zaistnieje. Odwaga, by zrobić coś inaczej, pójść pod prąd, wystawić goły tyłek na wiatr bez żadnej gwarancji – już na poziomie myślenia, które w kolejnym etapie musi niezawodnie zostać przekute na czyny. Żyjemy w świecie, w którym wybranie autentyczności i swoich nadrzędnych wartości jest postrzegane jako akt jawnego sprzeciwu względem utartych norm społecznych. Pójście za swoją prawdą widziane jest jako bunt i prowokacja względem wszystkiego, z czego wyrośliśmy. Nasz bunt ludzi denerwuje, dezorientuje, przeraża. I dadzą ci to odczuć – nie dlatego, że ty robisz coś złego, ale gdyż pokazujesz im, że to możliwe i oni w głębi duszy zrobiliby to samo, ale… nigdy się nie odważą (często nawet do tego przed sobą przyznać). Świetnie podsumował to w jednym z wywiadów amerykański autor i mówca Darren Hardy:

Gdy wypuszczasz się poza stado, pokazujesz, że to możliwe. To ogromne lustro dla tych, którzy w stadzie zostali. Nie chodzi więc o to, że ty opuszczasz stado, ale o to, że oni zostali.

Odczułam to niejednokrotnie i ja, gdy po przyjeździe z mojej dziewieciomiesięcznej podróży słyszałam „nie każdy będzie rzucał wszystko tak jak ty i ruszał w świat!”. Oczwywiście, że nie każdy! Nawet nie uważam, że każdy powinien (a idąc o krok dalej: większość ludzi nie powinna!) i nigdy nikogo do tego nawet przez chwilę nie namawiałam – za duża to bowiem odpowiedzialność. Mimo to, ludzie odczytują odważne czyny innych jako wyzwanie dla siebie – i tak jak przy wyzwaniu, reagują defensywnie, uruchamiając wszelkie możliwe mechanizmy obronne. A obrona ta często skierowana jest przeciwko bogu ducha winnemu temu, który żyje w zgodzie z sobą i tylko tyle pragnie… A wystarczyłoby, gdyby pamiętali, że każdy ma swoją prawdę (bo w końcu chodzi o życie w zgodzie z SOBĄ!), i jak bardzo trafnie zauważyła Cheryl Strayed:

Moja prawda nie jest potępieniem twojej.

Ja dodam tylko: więc nie bierz ją za krytykę, wyzwanie, atak na twoją osobę, dezaprobatę. Miej odwagę żyć, tak jak tobie w duszy gra, jak dyktuje ci serce. Niech każdy zajmuję się swoją wewnętrzną muzyką.

 

NIESYSTEMOWO

Syndrom gotującej się żaby mówi o tym, że jeśli wrzucisz żabę do wrzątku, od razu wyskoczy ona z garnka – w ramach naturalnego instynktu przetrwania. Jeśli natomiast umieścisz ją najpierw w zimnej wodzie, którą następnie będziesz powoli podgrzewać, żaba będzie na bieżąco przystosowywać się do nowej temperatury, bez świadomości nadchodzącego niebezpieczeństwa. Mechanizmy obronne zawiodą i w końcu umrze, gdyż będzie za późno na opuszczenie garnka.

Podobnie działa system – delikatnie nas osacza stwarzając pozornie przychylne warunki – przyzwyczajamy się, jest nam wygodnie, wchodzimy w układ bez wiedzy i świadomości palącego się ognia pod garnkiem. Jak ta żaba – gotowana powoli w zimnej wodzie. Z czasem jednak macki systemu się mnożą i zaczyna brakować przestrzeni na życie w zgodzie z sobą. W zamian zaczynamy żyć w zgodzie z systemem. A wszystko toczy się wokół tego, aby go nakarmić.

Nie jest łatwo wyjść poza ogólnoprzyjęty system – zestaw wartości, ustrój polityczny, układ gospodarczy, system bankowy, ustalone relacje i role społeczne. Ale czasem trzeba, bo w życiu w zgodzie z sobą właśnie o to chodzi, aby się zdystansować, spojrzeć z boku i zdecydować, czy system pozostaje w naszej układance, a co za tym idzie, czy my pozostajemy w systemie. A system ma wiele zalet – dla większości ludzi. Daje pewne ramy, wytyczne, a z nimi poczucie bezpieczeństwa. Lecz nic nie jest za darmo, gdyż czym dalej i dłużej poza nim jesteśmy, zaczynamy dostrzegać jego absurdalność. Jego właściwości uzależniajace i wiążące nas. Siatkę naczyń powiązanych. Efekt domina. Z właściwą sobie przenikliwością opisał to z punktu widzenia gospodarki socjolog, prof. Zygmunt Bauman:

Każdy by chciał pracować 500 m od domu. Chodzić do pracy pieszo, wpadać do domu na drugie śniadanie, po pracy uprawiać z dziećmi ogródek i razem gotować kolację. Ale z punktu widzenia PKB lepiej jest, jeżeli pracuje pan 50 km od domu. Wtedy masę czasu i pieniędzy pochłaniają dojazdy. Żywi się pan oczywiście na mieście. Na kolację zamawia pan pizzę, z dziećmi siedzi płatna opiekunka, ogródkiem musi się zajmować ogrodnik. A w dodatku chętnie bierze pan nadgodziny albo drugą pracę, bo wciąż brakuje panu na to wszystko pieniędzy. Może pan być nominalnie nieporównanie bogatszy, a faktycznie biedniejszy i dużo mniej szczęśliwy. Rządy chlubią się wzrostem PKB, ale nie mówią, w jakim stopniu wzrost PKB podnosi jakość życia, a w jakim ją niszczy. A przecież kiedy już wszystkie nasze potrzeby i pragnienia – od jedzenia po seks – zaspokoi rynek i kiedy całe nasze życie zostanie sprowadzone do zarabiania oraz wydawania pieniędzy, staniemy się najbardziej nieszczęśliwymi, najbardziej samotnymi i absurdalnymi stworzeniami na świecie. Możemy oczywiście skomercjalizować całą tę sferę życia, która tradycyjnie była oparta na relacjach moralnych, wspólnocie, samopomocy i ludzkiej samodzielności, ale jak wtedy będzie wyglądało życie?

Tak więc często w zgodzie z sobą będzie oznaczało niesystemowo. Masz więc odwagę wyjść poza układ i budować coś całkowicie po swojemu, ale też bez wsparcia systemu i jego bezpiecznego ramienia? Za to z niewyczerpanymi pokładami energii i motywacji, odwagi oraz odpornością na dyskomfort, który pojawi się nieraz na różnych etapach procesu. Bo jeśli tak, to życie w zgodzie z sobą jest dla ciebie. Go and get it!

 

A jeśli chcesz zacząć jak najszybciej, wyjedź ze mną na którąś edycję warsztatów życia w zgodzie z sobą, gdzie łączę pasję podróżowania i odkrywania świata z pracą z energią. Najbliższe terminy znajdziesz tutaj.


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

2 thoughts on “W zgodzie z sobą, czyli jak?

  • 18 lipca 2017 at 15:44
    Permalink

    Dobrze się czyta, gdy ktoś opowiada o ścieżce, na którą dopiero co weszłam. To daje kopniaka w stylu „też możesz!”. Dziękuję Ci i cudowności życzę! 🙂

    Reply
    • 19 lipca 2017 at 11:02
      Permalink

      Ola, dzięki za piękne słowa. Zdecydowanie możesz – możesz wszystko! Trzymam mocno kciuki, a w razie wątpliwości pisz – może będę mogła pomóc, bo kiedyś już z podobnym wyzwaniem się mierzyłam. Powodzenia! 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *