Jak powitać 2017, aby za rok nie żałować?

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Zaczął się, Nowy Rok! Ten, na który wszyscy z takim utęsknieniem czekali, bo jak się okazuje, 2016 dla wielu był rokiem pełnym wyzwań (był taki i dla mnie, o czym więcej tutaj). Wiele mnie nauczył, ale nie była to łatwa nauka. Nie śmiem jedna narzekać, bo jednocześnie pozwolił mi zrealizować więcej pragnień, niż jakikolwiek inny rok, dając tym samym wiarę w to, że marzenia się spełniają. I to te duże, śmiałe, wielkiego kalibru, z najwyższej półki. Z tą wiarą (jak i długą listą kolejnych marzeń) wchodzę w 2017!

Gdy rok temu witałam 2016 w piaskach pustyni słonecznej Arizony nie przypuszczałam, że aż tak bogato mnie on obdaruje. Że da mi życie, o jakim od lat marzyłam, najpierw podświadomie, potem już całą sobą. Życie pełne podróży, zmian, nowych bodźców, ludzi z całego świata, najśmielszych pomysłów, nieustannej nauki, poznawania świata, odkrywania siebie. Tak, miałam szczęście. Tak, jestem wdzięczna, wdzięczna bezgranicznie. Co nie znaczy, że wszystko to przyszło łatwo i bez wysiłku. Wręcz przeciwnie.

Sporo się napociłam, zanim doszłam do tego, czego tak naprawdę chcę. Właściwie zaczęło się od tego, że na początek zrozumiałam, czego nie chcę. Z czasem nieśmiało pojawiały się wizje nowego życia, skrajnie różnego od tego, które porzuciłam, wyruszając w długą podróż. Niemało kosztowało mnie też zwerbalizowanie tych pragnień – bo w końcu obalały one solidne filary mojego dotychczasowego życia, na które pracowałam wiele lat – a od takich wieloletnich towarzyszy trudno się odchodzi. Nawet jeśli wiele z nich to tylko przekonania. Wyzwaniem było rozmawianie o tych zmianach z otoczeniem tonącym w niezrozumieniu, bądź obawach o to, dokąd ten mój nowy kierunek prowadzi. Zmierzyłam się więc ze strachem swoim i bliskich, z nową wizją siebie, wyobrażeniem, jak moje życie ma teraz wyglądać, co jest dla mnie ważne, a czego zdecydowanie już nie chcę.

Brzmi jak dużo pracy. I było. Bo o ile marzenie kojarzy się z beztroską czynnością wprawiająca nas w stan uskrzydlenia, tak realizacja marzeń już kosztuje. I to niemało. Odwagi, czasu, codziennej pracy, wyrzeczeń i trudnych decyzji. Mimo to tak mi się spodobało, że za nic nie zamierzam rezygnować, tylko iść za ciosem. A Nowy Rok jest chyba najlepszą okazją do nowych postanowień. Postanawiam więc, że będzie to wspaniały rok. Rok pełen spełnionych marzeń i uśmiechu na twarzy. Rok budujących relacji i inspirujących miejsc. Rok intensywnego rozwoju i wzrostu. Rok miłości, która zwycięży nietolerancję, uprzedzenia, agresję. 2017, liczę na ciebie!

Ale jak to postanowienie wcielić w życie i sprawić, by nie stało się kolejnym nic nie znaczącym cyklicznym zwyczajem, który po kilku tygodniach, w natłoku spraw, odchodzi w zapomnienie? Schudnąć, oszczędzać więcej pieniędzy, prowadzić zdrowy tryb życia, rzucić palenie, spędzać więcej czasu z rodziną, żyć pełnią życia – to najczęściej wymieniane noworoczne postanowienia. Niestety liczne badania przeprowadzane na całym świecie zgodnie potwierdzają, że po upływie kilku miesięcy, postanowień będzie się trzymać zaledwie kilka procent tych, którzy je z zapałem na początku roku poczynili. Potwierdzą to m.in. siłownie i kluby fitness, które początkiem stycznia obserwują masowy napływ nowych klientów, aby już pod koniec miesiąca sukcesywnie tych klientów tracić – a sytuacja powtarza się z roku na rok. Bo nie jest łatwo utrzymać motywację i wytrwać w postanowieniach – o czym pewnie miał okazję przekonać się każdy z nas.

A jakby to wszystko odwrócić? Jakby postanowienie z jednej strony nie było pisane palcem na wodzie, a z drugiej zbyt metodyczne? Gdyby nie kojarzyło się z jednej strony z ustrukturyzowanym korporacyjnym planowaniem, który nakłada kolejne obowiązki na i tak już obarczone ramiona i głowę, a z drugiej z noworoczną mrzonką, zamiarem z góry spisanym na straty, zwyczajem, który wypada kontynuować, ale w który nikt na starcie nie wierzy? Gdyby zapomnieć o celach SMART i strategiach i uzyskania, a zastanowić się co tak naprawdę, od serca chcemy? Gdyby odsiać to, co myślimy że pragniemy, to co chcą dla nas inni i postawić na to, co naprawdę w duszy gra? Wycisnąć esencję naszych marzeń? Na koniec i tak przecież wszyscy umrzemy, wiec dlaczego nie przeżyć tego roku (życia?) tak, jak chcemy?

EMOCJE ZA PRZEWODNIKA

W świecie pełnym nieustannych bodźców, zalewu informacji i sprzecznych komunikatów niełatwo odróżnić, co jest naszymi pragnieniami duszy, a co oczekiwaniami najbliższych, społeczeństwa, wymaganiami firmy, rodziny, presją mediów i show-biznesu. Jak dotrzeć do tego, co naprawdę leży w strefie naszych pragnień? Jest kilka metod. Niektórzy polecają po lampce (lub kilku) wina, gdzie włącza się tryb szczero-sentymentalny. Inni po grubszej refleksji bez alkoholu, za to z dużą ilością wyrobów czekoladowych (co już na wstępie kłóci się z postanowieniem o schudnięciu i zdrowym trybie życia, ale jak ma pomóc, to czemu nie?).

Ja testuję w tym roku nową metodę, będąc świeżo po lekturze książki The Desire Map kanadyjskiej pisarki Danielle La Porte, która planowanie proponuje zacząć od… uczuć. A dokładniej od zidentyfikowania, jak chcemy się czuć przez większość czasu, jakie są nasze pożądane emocje w każdym obszarze życia. Jak to zrobić? Najprościej wypisać na kartce wszystkie pozytywne uczucia, jakie przychodzą nam do głowy z myślą o każdym obszarze życia: miłość, relacje, kariera, pieniądze, rozwój, ciało, duch, itp, a następnie zawężać listę, by wybrać te najważniejsze (maksymalnie pięć), które przemawiają do nas najbardziej, te które rezonują z nami na różnych płaszczyznach. Ćwiczenie warto zrobić świadomie, a jego wynikom dać się chwilę „uleżeć”, gdyż wybrane uczucia będą przyświecać tworzeniu celów na dany okres, czy nawet życie. To na ich podstawie następnie zdecydujemy, czemu poświęcimy się w nadchodzącym roku. Jeśli na przykład wybierzemy: wolna, zdrowa, pełna energii i kreatywna, to musimy sobie następnie zadać pytanie, jakie działania pozwolą nam się tak czuć, co wprowadzi nas w ten stan ducha? Innymi słowy, co chcę zrobić w 2017 roku, co potencjalnie doprowadzi mnie do poczucia bycia wolną, zdrową, pełną energii i kreatywną?

WEWNĘTRZNY WIZJONER

Czemu nasze postanowienia często tak szybko upadają z kretesem? Bo oprócz chwilowego zapału, nic większego im nie przyświeca. A jesteśmy tak skonstruowani, że oprócz podstawowych potrzeb niższego rzędu, mamy również potrzeby przynależności, uznania, szacunku, samorealizacji, rozwoju, spełnienia. Lubimy wiedzieć, po co coś robimy. A w codziennym pędzie, kieracie i nadmiarze obowiązków, nietrudno zapomnieć, po co tak naprawdę idziemy na siłownię, dlaczego uczymy się języka obcego lub odkładamy do skarbonki ciężko zarobione złotówki. Łatwo zrezygnować z powodu niesprzyjającej pogody, braku czasu, złego samopoczucia, chwilowego spadku motywacji, zmęczenia. Łatwo… jeśli się nie ma wizji. Czyli tego nadrzędnego celu (stanu?), który przyświeca nam i dla zdobycia którego jesteśmy gotowi dokonywać niemożliwego, niezależnie od tego, ile wysiłku, starań, poświęceń i wyrzeczeń to niemożliwe ze sobą niesie. Hellen Keller, amerykańska pisarka powiedziała, iż „od bycia niewidomym gorsze jest tylko posiadanie wzroku bez wizji”. A wiedziała, o czym mówi, gdyż sama w wyniku ciężkiej choroby w wieku 19 lat stała się głuchoniewidoma, pomimo czego aktywnie działała społecznie, uczyła i pisała książki. Jaka jest twoja wizja na 2017? Co sprawi, że będziesz gotowy/a z radością wyskoczyć z łóżka wczesnym rankiem każdego dnia? Pomimo kiepskiej pogody, złego samopoczucia, chwilowego kryzysu, zespołu napięcia przedmiesiączkowego?

IDEALNY DZIEŃ

Zestaw uczuć i szersza wizja brzmią dość górnolotnie, choć pomagają zdefiniować kierunek Nowego Roku. Przechodząc do rzeczy bardziej przyziemnych, zastanówmy się, jak chcemy, by wyglądało nasze codzienne życie, jak powinien wyglądać nasz idealny dzień? Ale nie ulepszona wersja obecnego, gdzie czas na TV zastępuje siłowania (bo wypada dbać o ciało), a czas na internet czytanie książek (bo wypada czytać), tylko taki dzień w pełni zgodny z naszymi marzeniami – gdzie żyjemy dokładnie tak jak chcemy, realizujemy się w sposób zgodny z naszymi wyobrażeniami, gdzie spełniamy swoje pragnienia bez żalu, że czas ucieka nieodwracalnie, a my nie wykorzystujemy go tak, jak moglibyśmy. O której wstajemy, co jemy na śniadanie, w jaki sposób dbamy o zdrowie, gdzie pracujemy, kim się otaczamy, gdzie mieszkamy, jak spędzamy wolny czas, dokąd podróżujemy? Takie pozornie banalne pytania mogą nam wiele powiedzieć o kierunku działań, jakie należy podjąć w tym roku. Napiszmy plan idealnego dnia – godzina po godzinie. Nawet jeśli nie nastąpi on jutro, ani za miesiąc, to zrozumienie, jak chcemy, by wyglądał już przybliża nas do niego.

Cytując Toniego Robbinsa „Nowy Rok równa się Nowe Życie! Zdecyduj dziś kim chcesz zostać, co dasz oraz jak chcesz żyć”. Jaki wyższy cel będzie Ci przyświecał w tym roku? Jak wygląda Twój idealny dzień? Jak chciałbyś go rozpocząć i zakończyć? Jak chcesz się czuć każdego dnia, jakie emocje powinny przeważać w 2017? Jakie działania musisz wykonać, aby tak właśnie się czuć? Zostało 364 dni tego roku. Za 12 miesięcy będziesz żałował, że nie zacząłeś dzisiaj!

Zdjęcie: Delta Mekongu, Laos, listopad 2016.


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *