Co wspólnego mają miłość i podróżowanie, czyli przepis na idealnego towarzysza podróży

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Z partnerem w podróży jest jak z towarzyszem życia – jak nie ma dopasowania, to na dłuższą metę owocnego mariażu z tego nie będzie. Bo ostatnią rzeczą, jaką potrzebujemy w podróży (znowu tak jak w życiu), poddani i tak już wymagającym warunkom życia w drodze, wyrwani z naszej cieplutkiej, wygodnej strefy komfortu, jest niedopasowany kompan.

Bo tak jak w życiu, w podróży dobrze mieć kogoś, kto będzie nas w trudnych momentach wspierał, z kim będziemy iść przez świat (tak jak w miłości przez życie) i się wspólnie uczyć, inspirować, dając sobie jednocześnie przestrzeń, kiedy to potrzebne. Z kim będziemy mieć tę niewytłumaczalną ludzką chemię, która sprawia, że po prostu dobrze się razem na co dzień czujemy.

A to mieszanka na wagę złota, aby nie powiedzieć deficytowa! Co nie znaczy, że niemożliwa do znalezienia. Ja miałam zawsze dużo szczęścia z towarzyszami (a częściej nawet towarzyszkami) podróży. Mimo, że często przypadkowo spotkani, czasem do samego momentu wyjazdu nieznani, nierzadko stawali się przyjaciółmi na życie.

I tak na przykład wiele lat temu na jednym podróżniczym forum zamieściłam niewinne ogłoszenie o planowanej wyprawie do Ameryki Południowej, na którą to poszukiwałam dziarskiego kompana. Wyprawa ta z przyczyn niezależnych się nie odbyła, ale z anonsu pozostała chętna towarzyszka podróży. Po wymienieniu zaledwie kilku maili, pewnego kwietniowego wieczoru spotkałyśmy się w hostelu w centrum Porto, aby się rozstać dopiero 5 tygodni później, na zakończenie naszej wielkiej portugalsko-hiszpańskiej wyprawy. Od tego czasu przemierzyłyśmy wspólnie kilka krajów (w tym i rzeczoną Amerykę Południową) oraz niejeden górski szlak. Z inną białogłową niewiastą, z którą dawno temu przyszło mi dzielić mieszkanie, pewnego dnia spontanicznie zarezerwowałyśmy bilet do Malezji, z której to w kolejnych tygodniach wyruszyłyśmy przed siebie, aby eksplorować piękno Singapuru i Indonezji. Tak się nam spodobało, że rok później spędziłyśmy wspólnie miesiąc na Kubie, a w tym roku kilka tygodni w Ameryce Centralnej podczas mojej dziewięciomiesięcznej podróży. Zdarzali się i niesamowici towarzysze spontanicznie zapoznawani w drodze, w hostelach, w autobusach, z którymi dzieliłam potem niejedne radości i smutki, piłam z tego samego kubka, jeździłam tygodniami w jednym samochodzie, spałam pod jednym namiotem…

Bo, dokładnie tak jak w życiu, wspaniale jest mieć z kim dzielić te wszystkie niezapomniane momenty, jakie oferuje podróż, piękne pejzaże, zachody słońca, historie, opowieści, przygody. A jeszcze lepiej wiedzieć, że obok mamy kogoś, gdy się rozchorujemy, gdy nie możemy wybrać pieniędzy z bankomatu, gdy ucieknie nam autobus, a na następny musimy czekać kilka godzin, gdy… chcemy skorzystać z toalety bez kilkunastokilowego plecaka na plecach. Towarzysz podróży jest bezcennym dobrem na każdym jej etapie pod warunkiem, że… jest dopasowany. A o takiego wcale nie tak łatwo, jak by się wydawało, bo musi spełnić wiele warunków.

Elastyczny

Jeśli miałabym wskazać jedną cechę idealnego podróżnika to byłaby nią elastyczność i łatwość adaptacji w nowym środowisku. Dokładnie to samo tyczy się zatem towarzysza wyprawy. W podróży o niespodzianki nietrudno i trzeba umieć się błyskawicznie dopasować. Gdy na przykład podróżowałyśmy po Indonezji, dzień przed wylotem do kolejnej destynacji przypadkowo, z telewizyjnych wiadomości dowiedziałyśmy się, że właśnie wybuchł wulkan na Jawie i z uwagi na nadciągające pyły wulkaniczne, wszystkie loty w promieniu kilkuset kilometrów (w tym i nasz) są odwołane. Fajnie mieć wtedy kompana podróży, który zamiast się spinać, bo nie zobaczy najsłynniejszych indonezyjskich świątyń (a przynajmniej nie tym razem), otwiera mapę i szuka propozycji na nową przygodę. I nie ma nic przeciwko spontanicznemu wylądowaniu na dzikiej, mało spenetrowanej wyspie Celebes, która może świątyń o światowej sławie nie posiada, ale za to zwyczaje reprezentowane przez bardzo znikomą część świata, które dzięki temu mamy szansę poobserwować. Tak, elastyczność jest kluczowa!

Z otwartą głową

W podróży nie ma miejsca na uprzedzenia, nietolerancję i ksenofobię. To my znajdujemy się na obcym terenie i trzeba jego zwyczaje uszanować – jakkolwiek są odmienne, a może i szokujące w stosunku do tego, co znamy. Jak na przykład gdy na wspomnianej wyżej indonezyjskiej wyspie Celebes bierzecie udział w rytualnym pogrzebie jednego z mieszkańców, podczas którego na oczach całej wioski szlachtują bawoła, którego następnie wszyscy pogrzebowi goście konsumują. Bez otwartości na świat ani rusz!

Mający te same oczekiwania

Zbliżone oczekiwania odnośnie wyjazdu to chyba po elastyczności i otwartości najważniejszy punkt w podróżowaniu razem. Bo nic tak nie ma szansy zepsuć wyjazdu, jak różne (nieskomunikowane) wyobrażenia o formie podróżowania, podróżniczych zainteresowaniach, odwiedzanych miejscach. Jeśli ktoś szczególnie lubi zwiedzać miasta, a my jesteśmy nastawieni przede wszystkim na kontakt z naturą, no to jakkolwiek się nie będziemy starać, to nie zadziała, bo podstawowe potrzeby jednego z uczestników nie zostaną zaspokojone. Jeśli ktoś nie wyobraża sobie wyjazdu bez pójścia w góry, a my błogiego plażowania, też będzie ciężko. Jeśli partner lubuje się w jeżdżeniu autostopem, co nas wprawia w paraliżujący, nieprzemożony strach, również nie ma co planować wyjazdu razem.

Oczekiwania muszą się zgadzać, przynajmniej co do fundamentów jak miejsce, sposób przemieszczania się, zakwaterowanie, forma spędzania wolnego czasu. Gdy te zostaną ustalone, można do nieco różniących się preferencji wyjazdowych dodać szczyptę wspomnianej wyżej elastyczności, z połączenia których może wyjść naprawdę fajna podróż – gdzie obie strony wnoszą coś innego, szanując swoje upodobania, ale jednocześnie inspirując i zachęcając się nawzajem do spróbowania czegoś nowego. Tak na przykład dzięki mojej towarzyszce podróży po Argentynie wylądowałam na trekkingu wokół najwyższej góry obu Ameryk – Aconcagui, podczas gdy ona na niejednej chilijskiej plaży, bo plaże kocham.

Ceniący wolność

W podróży jesteśmy ze sobą zwykle 24/h. Non stop. Bez przerwy. Zwykle, bo czasem potrzebny jest oddech. Bo nawet wieloletnie małżeństwa, zakochane pary, rodziny czy najlepsi przyjaciele nie przebywają ze sobą nieustannie cały czas, gdyż najzwyczajniej nie pozwala im na to sytuacja życiowa, praca, codzienne obowiązki, hobby. W podróży jest inaczej – spotykamy się przede wszystkim po to, aby wspólnie eksplorować i tej eksploracji zwykle w całości się oddajemy. Dlatego zdrowo jest od czasu do czasu się rozdzielić, zrobić coś osobno. I cenny kompan podróży to taki, który to rozumie. Który akceptuje, że potrzebujemy trochę przestrzeni i przerwa dobrze nam zrobi. Który wolność ceni tak bardzo jak my.  Który pozwoli za sobą zatęsknić, abyśmy następnie powrócili do siebie gotowi na dalsze odkrycia.

Niekonfliktowy

Podróż może być wyzwaniem bez żadnych dodatkowych bodźców. Tak po prostu, bo czasem jest za gorąco, bądź za zimno. Bo nie śpimy całą noc gdyż ktoś w hostelowym pokoju chrapie jak smok. Bo nie zdążymy na autobus. Bo… tych „bo” może być nieskończenie wiele. Generalnie o konflikt w podróży nietrudno – nawet nie wynikający z nieporozumienia z drugą osobą, tylko tak po prostu, bo akurat cierpimy na ból istnienia, albo przeżywamy swój własny wewnętrzny spór. Dobry towarzysz to taki, który nie tylko zrozumie, że czasem nam jakoś nie po drodze, ale jeszcze nie zaogni sytuacji. Taki, który wie, że czasem trzeba się usunąć, aby było dobrze.

Widzący szklankę do połowy pełną

Wszystkie wymienione wyżej podróżne wyzwania powodują, że za żadne pieniądze nie chciałabym podróżować z osobą, która nie widzi świata w pozytywnych barwach. A nawet jeśli chwilowo jest zamroczona (każdemu się zdarza), to szybko się z tego stanu potrafi wyprowadzić na pozytywną prostą. Bo nikt w podróży nie potrzebuje złej energii, narzekań, marudzenia, zawodzenia, bo podróż trwa 15 godzin, nie możemy znaleźć noclegu, utknęliśmy w jakiejś dziurze, bądź atrakcja, którą bardzo chcieliśmy zobaczyć jest akurat niedostępna dla odwiedzających.

Zaradny, a nie bezradny

Zaradność to niezwykle ważna cecha w podróżniczych zmaganiach. Wspaniale być w towarzystwie kogoś, kto w kilka sekund rozłoży namiot, rozpali ognisko i ugotuje zupę, ale nie trzeba nie wiadomo jakich kampinowych przygód, aby zaradność sprawdzić. A właściwie samo życie ją przetestuje. Bo podróże pełne są sytuacji, gdzie trzeba działać szybko, sprawnie, skutecznie. Gdzie bezradność nie tylko do niczego nas nie zaprowadzi, ale może sytuację nacznie pogorszyć.

Niezawodny jak Zawisza

Czyli taki, na którym można polegać. W podróży może wydarzyć się wiele – nagła choroba, napad, kradzież i wtedy dobrze wiedzieć, że obok jest ktoś, na kogo możemy liczyć. Albo ugryzie cię małpa i zamiast na długo oczekiwaną imprezę trzeba w środku nocy udać się do szpitala na ostry dyżur. Kto zadziała jak lek na całe zło, dokładnie kiedy tego leku potrzebujemy. Kto weźmie za rękę i zapewni, że żadnej wścieklizny na pewno się dzięki tej małpie nie nabawiliśmy, nawet jeśli sam tego wiedzieć nie może. Bo rozumie bez słów, że właśnie tego potrzebujemy.

Wdzięczny i świadomy

Sporo było o tych wyzwaniach podróżowania, do których potrzebujemy towarzysza jako wsparcia, ratunek, ostoję. I tak jak w życiu przyjaciół, w podróży najłatwiej poznać kompana w przysłowiowej biedzie. Ale podróż to przede wszystkim fantastyczne, niezapomniane momenty, bajkowe miejsca, niesamowici ludzie, szalone przygody, które wspaniale jest dzielić z kimś, kto to docenia, zauważa, jest świadomy. Kto wie, że momenty są ważne. Że życie jest krótkie i trzeba doceniać każdą chwilę. I że ma niesamowite szczęście, że właśnie teraz tu z nami jest…

Post dedykuję wszystkim moim wspaniałym towarzyszom (a szczególnie towarzyszkom) podróży. 🙂

 

ZDJĘCIE: Buenos Aires, luty 2013.


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

2 thoughts on “Co wspólnego mają miłość i podróżowanie, czyli przepis na idealnego towarzysza podróży

  • 16 sierpnia 2016 at 01:20
    Permalink

    Nie zapominaj o przygodzie na Balkanach gdzie udalo Ci sie zebrac 7 roznych, zupelnie sobie obcych osob, a z ktorymi podroz byla niesamowitym doswiadczeniem i udanym „wywczasem”.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *