Poszukiwanie szczęścia w siedemdziesiątej wiośnie życia

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Szczęście nie zna wieku. Fernando urodził się w stanie San Luis Potosí na północy Meksyku, ale w swoim ponad siedemdziesięcioletnim życiu mieszkał w wielu miejscach na świecie. Na swój wiek nie wygląda. A już na pewno nie zachowuje się jak mężczyzna w podeszłym wieku. Jest koneserem – lubi dobre wino, tytoń, muzykę, kobiety. Słowem życie.

Przez 40 lat pracował w reklamie – od początku w największych światowych agencjach, tworząc wizerunek i wspierając sprzedaż znanych marek. Zaczynał jak każdy w reklamie – z dopiskiem „junior” w tytule stanowiska. Ale ponieważ był dobry, szybko wspinał się po szczebelkach korporacyjnej drabiny, aż został dyrektorem kreatywnym. Pracował dużo, wiodąc wystawne życie na tzw. salonach, jedząc w najlepszych restauracjach Los Angeles, Melbourne, czy Meksyku, pijąc najlepsze francuskie wina, poznając największych ze świata sztuki, show biznesu, reklamy. A w domu zawsze czekała na niego żona. I dwójka ich dzieci. Żony od 8 lat już nie ma. Pewnego dnia, jako mężczyzna po sześćdziesiątce (nie, nie był to kryzys wieku średniego) zdał sobie sprawę, że już dawno jej nie kocha (jeśli w ogóle kiedykolwiek kochał) i odchodzi. Spakował się i wyprowadził do wynajętego mieszkania. Do tej pory mieszka sam i bardzo mu z tym dobrze.

Podobnie jak od żony, Fernando w pewnym momencie odszedł również od reklamy. A przynajmniej tej wielkiej, sieciowej, instytucjonalnej. Zaczął uczyć na uniwersytecie w Puebli – jednym z najpiękniejszych miast kolonialnego Meksyku. Tu też mieszka obecnie, tu go poznałam w grudniu ubiegłego roku. Wykładał na wydziale medioznawstwa – wszystko, co związane z reklamową kreacją i copywritingiem, czyli w dużym skrócie sztuką tworzenia tekstów reklamowych. Napisał też książkę – zbiór opowiadań wszelakich, możnaby ją w skrócie nazwać. Zajęło mu to całe cztery lata, bo jak każdego artystę, co jakiś czas rozdziera go twórczy niepokój i dylematy egzystencjalne, a także dręczy nieznośna samokrytyka, zakłócająca artystyczny „flow”. Ale pisanie ma w sercu. I reklamę chyba też, gdyż po kilku latach zatęsknił i do niej wrócił – tym razem mniejszego formatu i na własną rękę. Został freelancerem, sam zdobywa klientów, sam ich obsługuje, sam tworzy, nie ma już całego sztabu wspierającego proces kreacji i utrzymującego system agencyjnych naczyń połączonych. Ale i mniej zarabia. Wystarcza mu na skromne, mówi, acz spokojne życie – wynajęcie całkiem sporego mieszkania w centrum miasta, dobry obiad, lampkę wina, książki. Nie prowadzi już opływającego w zbytki szumnego życia w największych światowych metropoliach, ale wydaje się szczęśliwy. Żyje w zgodzie z sobą. W swoim siedemdziesięcioletnim życiu spróbował wielu rzeczy. Poznawał, smakował, eksplorował, odkrywał.

Czas spędzony w świecie reklamy wielkiego formatu wspomina z sentymentem. Nauczył go wiele. Pozwolił poznać różne punkty widzenia, opanować sztukę tworzenia w sposób skoordynowany, bo na potrzeby biznesu (kreacja i pieniądze wcześniej nie wydawały się iść w parze). Rozwinął w sobie również swego rodzaju empatię – zastanawiając się, co dokładnie myśli i czuje osoba, której właśnie ma sprzedać detergent, samochód, ciastko czy biblię. Zrozumiał sens i znaczenie kreatywności w życiu. I właśnie w świecie reklamy… poznał najlepszych swoich przyjaciół.

Życie w wielu miejscach na świecie było nie mniej bogate w naukę. W Australii, na przykład, poznał hojność serca spotkanych ludzi. Był pod wrażeniem ich nieustannego dążenia do tego, aby czuł się jak w domu, mimo dzielących go od niego tysięcy kilometrów. Mieszkając i pracując w Salwadorze, Gwatemali, Nikaragui i Kostaryce, poznał lepiej mentalność mieszkańców Ameryki Centralnej. I nauczył się od nich umiłowania i celebracji życia, radości płynącej z muzyki jak i zwyczaju przesiadywania w słońcu w towarzystwie dobrego drinka. Odkrył, że żyjąc w obcym kraju wcale nie musi czuć się obcy, samotny. Wręcz przeciwnie, życie poza granicami swojego kraju sprawiło, że często czuł bardziej żywym, niż w ojczyźnie.

Zapytany, co zrobiłby, gdyby znowu miał 30 lat, odpowiedział – kochałbym intensywnie. Przeżyłbym znowu pełne namiętności uniesienia serca z kobietami, które było mi dane w życiu poznać. Jednak przyznaje z żalem, że miłości jako takiej, w rozumieniu wiecznym i romantycznym nigdy nie poznał. Dla niego miłość, jakkolwiek piękna, jest czymś ulotnym, chwilowym. Używając pisarskiej metafory mówi, że jeśli miłość jest ślepa, sam cierpi na krótkowzroczność – jego uczucie jest ostre tylko na chwilę, ale bez okularów nie widzi go dobrze przez długo.

Jeszcze w kwietniu Fernando planuje zamknąć kolejny rozdział w swoim życiu – po pięciu latach opuścić Pueblę i przeprowadzić się do Guadalajary – półtoramilionowego miasta w zachodnim Meksyku. Jego ukochanego, w którym, z przerwami, spędził 20 lat życia. Twierdzi, iż zakończył, co miał zrobić w Puebli, jest gotowy na nowe. Na mieszkanie w mieście, które uwielbia. Bo szczęścia trzeba szukać zawsze. Niezależnie od wieku…

DSC05251 s


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

2 thoughts on “Poszukiwanie szczęścia w siedemdziesiątej wiośnie życia

  • 26 kwietnia 2016 at 21:24
    Permalink

    fantastyczna opowieść…taka pozytywnie nastrajająca…a zdjęcie tytułowe, mistrzostwo świata.

    Reply
    • 26 kwietnia 2016 at 21:53
      Permalink

      Dziękuję! 🙂 Osoba niesamowicie interesująca – miejsca miejscami, ale poznanie właśnie takich nadaje podróży smaku!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *