Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Decyzja została podjęta, radość oczekiwania przepełnia serce, każdą wolną chwilę wykorzystujemy na zdobywanie informacji o wymarzonym miejscu, nawet towarzysz podróży się znalazł. Przechodzimy do punktu, który chyba wszystkim aspirującym podróżnikom najbardziej spędza sen z powiek – jak zdobyć pieniądze na wyjazd i nie rozbić banku?

 

Podróżowanie jest jedyną rzeczą, którą kupujesz i cię wzbogaca.

Anonim

Pieniądze w podróży są tematem ciężkim – zbyt wiele narosło wokół nich mitów, istnieje wiele fałszywych przekonań, a co za tym idzie wymówek, aby podróżować nie zacząć, właśnie rzekomo ze względu wysokie koszty i brak funduszy. Czas rozprawić się z finansowymi demonami raz na zawsze i przekonać się, jak można podróżny budżet jednak zgromadzić.

Fakty zamiast mitów

Podróżowanie nie jest tak drogie, jak się wszystkim wydaje

Panuje niezrozumiałe przeze mnie przekonanie, że podróżowanie jest bardzo drogie. I owszem, może być – jeśli zatrzymujemy się w pięciogwiazdkowych hotelach (albo w ogóle hotelach), nie zaczynamy planować zawczasu, przez co, na przykład, ponosimy wyższe koszty biletów lotniczych oraz, nie zasięgając wcześniej języka odnośnie cen na miejscu, padamy ofiarą lokalnych naciągaczy. Jeżeli jednak nasza destynacja nie należy do jakichś wyjątkowo kosztownych (o wyborze miejsca pisałam tutaj), to można wszystko z głową zaplanować tak, aby nie rozbić banku i mieć jeszcze do czego w Polsce wracać. 😉 Nie dajmy się też zwieść pozorom i ponieść stereotypom – to, że ktoś właśnie zamieścił w serwisie społecznościowym zdjęcie z rajskiej karaibskiej plaży o turkusowej wodzie i śnieżnobiałym piasku, wcale nie musi oznaczać, że wyjazd ten kosztował fortunę (na co widok mógłby potencjalnie wskazywać). Fakt, to często pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi do głowy, bo tak działają stereotypy – kiedyś takie widoki były faktycznie dostępne z reguły za ogromne pieniądze. Ale świat się zmienia i podróżowanie się zmieniło – stało się bardziej przystępne i osiągalne dla ludzi o różnym statusie społecznym i stanie posiadania. Wyżej opisane plaże w wielu miejscach na świecie są ogólnodostępne, często z dojazdem komunikacją publiczną i wcale nie trzeba korzystać z kosztownej oferty biur podróży i gotowych pakietów, aby doświadczyć ich dobrodziejstw.

Grunt to priorytety

Zakładając, że każdy ma jakieś przychody, zależnie od potrzeb i priorytetów jakoś nimi gospodaruje. No właśnie, i dotykamy tematu zarządzania finansami. Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb życiowych przechodzimy do zaspokajania potrzeb pozostałych i tylko od nas zależy, czemu w tym gronie nadamy priorytet – czy na przykład nowemu sprzętowi do domu, codziennemu jedzeniu „na mieście”, kolejnej parze szpilek w szafie, czy… podróży. A w samej już podróży, czy wybierzemy komfort, czy zadowolimy się mniej komfortowymi warunkami, dzięki czemu zobaczymy więcej. Wszystko jest kwestią wyboru.

Bez motywacji ani rusz

Wiele zależy również od motywacji do podróży, czyli stanu gotowości do osiągnięcia upragnionego celu. A ta zmienia wiele – pozwala poukładać właściwie priorytety, łatwiej zgromadzić budżet gdy cel mamy przed oczami, a przy samym planowaniu podróży m.in. pcha do ciągłego gromadzenia wiedzy, a ta z kolei, mądrze użyta, pozwala sporo zaoszczędzić. Dlatego też tak ważne jest, jakie miejsce wybierzemy na upragnioną podróż i czy jego odwiedzenie będzie nas wystarczająco motywowało do pewnych wyrzeczeń na rzecz wyjazdu.

W Polsce życie też kosztuje

Myśląc o podróżowaniu zdajemy się zapominać, że życie w Polsce również kosztuje, a ostatnio całkiem niemało, w porównaniu z wieloma krajami tego świata. I zdarza się (szczególnie w podróży dłuższej), że nawet po doliczeniu kosztu biletu lotniczego, okazuje się, że w podróży wydaliśmy mniej niż na życie w Polsce. Po pierwsze dlatego, że, jak już wspominałam, sporo zakątków świata jest tańszych od Polski. Po drugie, podróż oferuje tyle bezpłatnych atrakcji (nieobecnych w domu), że rezygnujemy z dodatkowych płatnych rozrywek jak np. płatna platforma telewizyjna i inne usługi, które powodują, że różnego rodzaju abonamenty po zsumowaniu pochłaniają nawet do kilkuset złotych miesięcznie. I znowu wracamy do priorytetów – podróżowanie dość skutecznie pozwala je poustawiać.

Ziarnko do ziarnka

Niby nic nowego, ale warto przypomnieć. W podróży na własną rękę raczej nie spotyka się wielu bogaczy, dla których dalszy wyjazd byłby małą częścią miesięcznej pensji – ci z reguły preferują bardziej luksusowe wojaże. Prawda jest taka, że najwięcej podróżników to osoby, które mają marzenie i pracując i oszczędzając stopniowo dążą do jego osiągnięcia. A że podróżowanie jest jak nałóg, to z reguły po jednej udanej podróży udaje się na tyle poukładać priorytety, że znajdują się pieniądze na kolejną. Ważne zatem, aby nie zakładać, że jeśli na starcie nie dysponujemy kwotą potrzebną na wyjazd, nie uda się jej nam zgromadzić, gdyż tu zasada „ziarnko do ziarnka” naprawdę się sprawdza, byle tylko konsekwentnie jej przestrzegać.

Strategia zdobycia

Generalnie wielkiej filozofii tu nie ma – jak w przypadku oszczędzania na każdą inną rzecz – telewizor, samochód, nową sukienkę, trzeba odłożyć daną sumę pieniędzy (bo kredytów nie polecam!). Aby odłożyć, wedle prostych praw matematycznych, należy wygenerować nadwyżkę stanowiącą różnicę tego, co zarabiamy i tego, co wydajemy na inne cele. I tu sposoby są trzy:

1. Zmniejszenie wydatków

Łatwo się mówi, gorzej z realizacją, wiem. Ale wracamy znowu do wyżej wspomnianej motywacji i priorytetów. Jeśli faktycznie chcemy wyjechać, trzeba zacząć oszczędzać. Weźmy wstępnie oszacowany koszt podróży i rozbijmy go na jakąś w miarę realną, ale ambitną perspektywę czasową. Wiedząc, ile normalnie jesteśmy w stanie zaoszczędzić miesięcznie, nałóżmy na to filtr „marzenie” i zastanówmy się, ile dodatkowo jesteśmy w stanie odłożyć – rezygnując na przykład z jedzenia „na mieście” oraz zakupów, które nie wynikają z pierwszej potrzeby, a raczej zachcianki, itd.

Zanim wyruszyłam w moją dziewięciomiesięczną podróż, ilekroć znajdowałam się w sklepie przed podejściem do kasy rewidowałam koszyk z zakupami jeszcze raz zadając sobie pytanie: „czy naprawdę każdej z tych rzeczy potrzebuję?” I nierzadko w ten sposób udawało mi się zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt złotych. W imię zasady „ziarnko do ziarnka” z kilkudziesięciu złotych miesięcznie łatwo może się zrobić kilkaset. To samo pytanie możemy sobie zadawać przy zakupach odzieżowych, mediowych i każdych innych. Warto również zastanowić się, czy upragnione rzeczy w podróży w jakiś sposób nam się przydadzą, czy też będą stanowiły tylko dodatkowy balast. Moje doświadczenie jest takie, że (szczególnie dłuższa) podróż skutecznie uczy minimalizmu, który zmienia również podejście do nabywania rzeczy w życiu codziennym.

Do tego, jeśli planujemy dłuższy wyjazd, można dokonać bardziej radykalnych zmian w swoim życiu, które proporcjonalnie, będą skutkować bardziej radykalnym wzrostem oszczędności. I tak na przykład, zamieniając samochód na rower w codziennych dojazdach do pracy, większe mieszkanie na mniejsze, czy wspomniane wyżej jedzenie „na mieście” na posiłki przygotowywane w domu możemy zaoszczędzić naprawdę pokaźną sumę pieniędzy. Przed wyjazdem w długą podróż przeprowadziłam się do koleżanki, u której zamiast całego mieszkania, jak to miało miejsce wcześniej, wynajmowałam jedynie pokój, płacąc tym samym 1/3 wcześniejszego czynszu. A to tylko jeden z pomysłów…

Warto jeszcze wspomnieć o systemie oszczędzania. O ile jedni są na tyle systematyczni i zdyscyplinowani, że są w stanie odłożyć konkretną kwotę na koniec każdego miesiąca, tak inni potrzebują jakiegoś fortelu, „haka” na samych siebie. Może nim być po prostu przelanie konkretnej sumy pieniędzy na nienaruszalne konto zaraz po otrzymaniu pensji – to nas powstrzyma przed manipulowaniem kwotą, niepotrzebnymi wydatkami, a w efekcie i wymówkami. Oprócz tego możemy wykorzystać inne sprawdzone sposoby na zgromadzenie dodatkowych oszczędności. I tu świetnie sprawdzają się świnki skarbonki, bądź ich dzisiejsze odpowiedniki na kontach oszczędnościowych, które nam samoistnie ściągają z konta bieżącego ustaloną kwotę, na przykład tzw. końcówki. Można też założyć, że co tydzień wszystkie pozostałe w portfelu monety będziemy przeznaczać na cel podróży. Albo, że od teraz kawę pijemy tylko w domu, a każde 10 zł, które przeznaczalibyśmy na nią na mieście odłożymy na cel podróży. I znowu, granice wyznacza tylko nasza własna inwencja. Z małych kwot, ziarnko do ziarnka, niespodziewanie może uzbierać się całkiem solidny zastrzyk podróżnej gotówki.

2. Zwiększenie przychodów

Gdy dochodzimy do wniosku, że jednak nie jesteśmy dobrzy w oszczędzaniu, bądź obecne przychody prędko nie zapewnią nam wyjazdu, dlaczego nie zastanowić się nad sposobem na zwiększenie przychodów? Jeśli mamy odwagę realizować marzenia, to miejmy też odwagę o nie zawalczyć – może jest to czas, aby poprosić o podwyżkę, oczywiście odpowiednio argumentując naszą prośbę? Jeśli się uda, całą kwotę odkładajmy na poczet podróży – trochę na cześć tego sukcesu. A może mamy dodatkową przestrzeń w mieszkaniu, którą możemy wynająć, na przykład za pośrednictwem platformy Airbnb? Zarówno najem regularny jak i sporadyczny może wyraźnie wzmocnić nasz budżet. Jeśli z kolei żadna z powyższych opcji nie wchodzi w grę, zaciągnijmy ręce i głowę do dodatkowej pracy – w końcu na tak szczytny cel jak wymarzona podróż chyba warto? 🙂 Tutaj pomysłów może być mnóstwo – zależnie od umiejętności, jakie opanowaliśmy, doświadczenia, jakie posiadamy, a także… pomysłowości. Jeśli mamy zawód, który pozwala na branie dodatkowych zleceń po godzinach (jak np. informatyk, grafik komputerowy, księgowy, tłumacz, trener fitnes i wiele, wiele innych), dlaczego nie postarać się o dodatkowe zlecenia? Jeśli znamy świetnie język obcy, spróbujmy zaistnieć w branży tłumaczeń, bądź dawać korepetycje. Gdy z kolei szybko piszemy na komputerze, dlaczego nie postarać się o jakieś zlecenie polegające na przepisywaniu tekstów? A może trzeba komuś pomóc przy remoncie mieszkania, wyprowadzić sąsiadce psa, zaopiekować się dzieckiem? Zastanówmy się, jak kreatywnie wykorzystać posiadane umiejętności, gdyż każda dodatkowa złotówka w podróżnym budżecie się przyda. Miejmy oczy szeroko otwarte, gdyż szansa na dorobienie może być bliżej, niż nam się wydaje. Dodatkowo, zaglądajmy regularnie do serwisów ogłoszeniowych typu Gumtree, w którym znajdziemy masę pracowych anonsów. Wszystko, co jest źródłem dodatkowego przychodu i może zostać wykonane „po godzinach” jest dobre – pod warunkiem, że zarobione przeznaczone zostaną faktycznie przeznaczone na poczet podróży. 😉

3. Upłynnienie rzeczy niepotrzebnych

To rozwiązanie wydaje się dość ekstremalne, ale wcale nie musi takie być. Gdy się bowiem dobrze rozglądniemy, dojdziemy zapewne do wniosku, że posiadamy mnóstwo rzeczy, których już od dawna nie używamy, nie potrzebujemy, bądź nawet nam zawadzają – przedmiotów, które trafiając w ręce drugiej osoby mogą otrzymać drugie życie, tym samym zwiększając nasz wyjazdowy budżet. Za znanym angielskim przysłowiem, „czyjś śmieć może dla kogoś innego okazać się skarbem”. Można zacząć od rzeczy drobnych, jak książki, ubrania, elektronika, która z różnych powodów przeszła na emeryturę. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się, że nic do sprzedania nie mamy, zróbmy porządny remanent w mieszkaniu jak i rachunek sumienia, odpowiadając sobie na pytania: „czy naprawdę tego potrzebuję?” oraz „kiedy ostatnio tego używałem?”. Pamiętajmy, że próby sprzedania tej samej rzeczy za jakiś czas mogą okazać się daremne, gdyż ubrania wychodzą z mody, a w asortymencie elektronicznym pojawiają się coraz to nowsze modele, więc na co czekać? Jedyną włożoną inwestycją będzie czas poświęcony na wykonanie zdjęć, opisanie przedmiotu i zamieszczenie ogłoszenia na OLX, Allegro, bądź jakimkolwiek innym serwisie ogłoszeniowym, a wynik może nas pozytywnie zaskoczyć, radośnie powiększając stan naszego konta.

Gdy planujemy dłuższą podróż, można również rozważyć sprzedanie rzeczy cenniejszych – poza przypływem dodatkowej gotówki, są jeszcze przynajmniej dwa ku temu powody. Po pierwsze, gdy wybieramy się gdzieś na dłużej, często nie mamy dobytku gdzie składować. Po drugie, pamiętajmy o zjawisku amortyzacji – samochód nieużywany przez wiele miesięcy traci na wartości (nie wspominając już o tym, że się psuje), więc pytanie czy nie lepiej go upłynnić, a po powrocie kupić kolejny? Ja, w ramach przygotowań do podróży właśnie z tych powodów zdecydowałam się sprzedać m.in. komputer, rower i samochód, które uszczupliły mój dobytek (oszczędzając mi wiele kłopotów z przeprowadzką), ale za to znacznie wzmocniły podróżniczy budżet.

Jak widać, sposobów na zgromadzenie gotówki na wyjazd jest mnóstwo, a limitem może być tylko nasza inwencja. A ta jest nieskończona, więc wymówki stanowią dowód na to, że może jednak aż tak bardzo nie zależy nam na podróżowaniu? Uważam bowiem, że jeśli naprawdę chcemy wyjechać, to wcześniej czy później pieniądze zgromadzimy, czy to poprzez zmniejszenie wydatków, zwiększenie dochodów, czy upłynnienie dobytku, a może przez mieszankę wyżej wspomnianych.

 

Jeśli pieniądze stanowią twoją nadzieję na niezależność, nigdy nie będziesz jej miał. Jedynym zabezpieczeniem człowieka na tym świecie jest zasób wiedzy, doświadczenia i umiejętności.

Henry Ford

Zainteresowało Cię? O pozostałych aspektach organizacji podróży na własną rękę przeczytasz TUTAJ.

Możesz również pobrać ebooka Projekt Pierwsza Podróż, który krok po kroku przeprowadzi Cię przez wszystkie aspekty organizacji pierwszej dalszej podróży na własną rękę. Do zobaczenia w drodze!


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!