Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Po 9 miesiącach spędzonych w podróży bilans można zrobić dość szybko, ale głębsze refleksje dojrzewają dopiero po czasie. Kurz musi opaść, a wrażenia poleżakować, aby nabrać wyrazistości i koloru. Na koniec okazuje się, że wszystko, do czego dochodzimy jest dość proste, lecz dlaczego nie oczywiste od początku? Bo trzeba przeżyć, doświadczyć na własnej skórze. Więc doświadczyłam. I tak sobie marzę, abym nie zapomniała, co w tej podróży zaobserwowałam, zrozumiałam i co chcę zabrać w dalszą wędrówkę – zarówno w życiu jak i podróży. Takie moje 10 przykazań na dalszą drogę.

1. Słuchaj siebie. Ty sama wiesz, co dla Ciebie najlepsze – dla jednych fundament coachingu i wielu nurtów psychologii, dla innych tylko frazes, ale jakże prawdziwy. Szanuj zdanie innych, ale nie zapominaj, że to Twoje życie. Mimo wsparcia wielu osób, znalazły się i takie, które od początku wątpiły w sens i zasadność mojego przedsięwzięcia. Wciąż wielu ludziom wydaje się niewyobrażalne, jak można zostawić stałą pracę, sprzedać co się da i wyruszyć w nieznane. Ja najwyraźniej tego potrzebowałam, czułam to całą sobą i zdecydowałam iść za tym wołaniem. Dziś, po niemal roku, mogę powiedzieć, że była to najlepsza decyzja, jaką wtedy mogłam podjąć.

2. Żyj po swojemu. Nie ma jednego właściwego sposobu na życie. To, że przyszło nam się urodzić w danym kraju i wychowywać się pod takimi, a nie innymi wpływami kulturowymi, wcale nie znaczy, że tak zawsze żyć musimy. Należymy bowiem do tej niewielkiej części naszej ogromnej planety, która ma dostęp do edukacji, wiedzy, towarów wolnego rynku, żyje w ustroju demokratycznym, ma prawo wyboru. Tyle sposobów na życie, ile ludzi na świecie, nie ma jednego właściwego. Ważne, aby znaleźć swój i żyć tak, jak podpowiada nam serce – niezależnie od pochodzenia, przekonań, opinii innych. Bo na koniec i tak wszyscy umrzemy, więc dlaczego nie przeżyć tego życia tak, jak chcemy?

3. Miej odwagę być inną. Inne jest dobre. Mimo że nie wychowałam się w latach świetności komunizmu, a już na jego oparach, to byłam uczona, że zasad trzeba bezwzględnie przestrzegać, władzę szanować i bynajmniej się nie wychylać, bo to grozi konsekwencjami. Pokora i szacunek dla innych to jedno, ale tłamszenie indywidualizmu drugie. To niewychylanie się kwestionowałam już od dawna, ale właśnie podróżując, zrozumiałam, że w byciu innym nie tylko nie ma nic złego, ale jest mnóstwo pozytywów. Homogeniczność myśli i poglądów nie przynosi bowiem żadnego rozwoju – nam jako jednostkom i społeczeństwu jako całości. Nauczyłam się być dumna z tego, że myślę trochę inaczej i cieszę się, że mogę otaczać się takimi osobami.

4. Rób wszystko z sercem. Bez serca równa się bez sensu. Życie jest krótkie i choć wierzę mocno, że mikro-poświęcenia do realizacji wyższych celów i samodyscypliny są potrzebne, nie jestem zwolenniczką martyrologii wymagającej wiecznych ofiar wewnętrznych. Czy to mowa o relacjach, pracy zawodowej, czy hobby. Gdy próbowałaś i za nic się to nie klei, nie masz do tego pasji, serca, energii, to znak, że z tej mąki raczej chleba nie będzie. Znajdź coś, na myśl czego serce zaczyna mocniej bić. W podróży nie brakuje osób, które kiedyś zakwestionowały swoje wcześniejsze wybory i dzięki temu odnalazły prawdziwe powołanie, są szczęśliwe i spełnione. Tylko, aby dojść do tego stanu, trzeba najpierw rozumieć, że jak ma być bez serca, to lepiej wcale.

5. Ciągle się ucz – w każdy dostępny sposób. Również wykraczając poza system akademicki, który w naszej kulturze wciąż uchodzi za jedyny słuszny. Mowa o nauce poprzez obserwację, poznawanie ludzi, przeżywanie. Ale też autodydaktykę z różnych źródeł, których dzisiaj, w dobie internetu i nowych mediów, nie brakuje. W podróży poznaje się wiele ludzi, którzy swojego fachu nauczyli się w najdziwniejszych okolicznościach. Projektowania stron – zamiast studiując latami na politechnice – na dobrze zorganizowanym kursie internetowym. Tańca – nie w światowych szkołach tańca – lecz tańcząc na ulicy. Języka – niekoniecznie odklepując semestry w szkole językowej, lecz podróżując po obcych krajach. Przedsiębiorczości – nie w prestiżowej szkole biznesu, lecz podejmując pozornie zdane na klęskę przedsięwzięcia, ucząc się na błędach i poznając biznes od kuchni.

6. Wierz w siebie. Wiem, brzmi jak oklepany tytuł szkolenia motywacyjnego. Można kwestionować, można się śmiać, ale prawda jest taka, że nikt nie uwierzy w ciebie, jeśli sama najpierw nie uwierzysz. Marzenie o Wielkiej Podróży nigdy prawdopodobnie by się nie ziściło, gdybym nie uwierzyła, że ma taką szansę. Całą sobą, ślepo, mimo powątpiewań innych. Wiara jest prawdopodobnie najważniejszym krokiem do zmiany. Oczywiście potem dochodzi jeszcze determinacja, ciężka praca, trochę szczęścia. Ale jeśli nie uwierzymy, że się da, pozostałe składniki receptury z reguły nie wystarczą. Wiara, że się uda wprowadza nas w specyficzny stan umysłu, który daje motywację, siłę do działania i… prowadzi do pierwszego kroku.

7. Podejmuj ryzyko. Mimo strachu, od którego nikt wolny nie jest, praktykuj ryzykowanie. Życie wynagradza odważne decyzje. Odwaga jest kluczem do odkrywania nowych terytoriów, przekraczania granic (dosłownie i w przenośni), do realizacji marzeń. Boimy się wszyscy, co nie oznacza, że nie należy próbować. Bałam się i ja. Czasem nawet panicznie. I przed podróżą i już w jej trakcie. Jeśli jednak oczekujemy zmiany w życiu, trzeba ją zainicjować, bo rzadko jest tak, że nastąpi ona sama z siebie. Czasem trzeba rzucić się na głęboką wodę, nawet jak się nie umie pływać (a o tym coś akurat wiem, bo pływać nie umiem).

8. Trenuj akceptację i pokorę. Podróż na własną rękę uczy wiele rzeczy. Jedną z moich największych lekcji była ta o cierpliwości i pokorze. Bo w podróży, jak w życiu, wiele się zdarzyć może, co nam skrzętnie uknute plany pokrzyżuje. Samolot, który odleciał bez nas, choroba tropikalna, anomalie pogodowe. I zamiast się szarpać, trzeba zaakceptować, bo walka nic nie wnosi, tylko pozbawia nas energii. Czasem pokora do tego, czego doświadczamy okazuje się najlepszym i jedynym remedium. Choć chyba najtrudniejszym do zrozumienia, bo w naszej kulturze jesteśmy naturalnie  zaprogramowani do walki z przeciwnościami.

9. Pamiętaj, że ludzie są z gruntu dobrzy. Wbrew powszechnym opiniom, świat nie jest tak niebezpieczny, jak go malują, nie każdy też próbuje nas w nim skrzywdzić. Nawet pozornie wrogo nastawione osoby takimi często się tylko wydają, gdyż same się boją. W podróży nauczyłam się, że zwykłym uśmiechem i dobrym słowem można zburzyć największe mury – często pomimo kulturowych i etnicznych różnic, innych punktów widzenia, poglądów i stylów życia. Trzeba tylko założyć, że świat jest dobry.

10. Ciesz się drogą, gdyż jest ważniejsza niż cel. Dobrze mieć cele – to one nadają sens naszemu życiu, wyznaczają kolejne kierunki, dają energię na dalszą drogę. Ja też miałam ważny cel w ubiegłym roku – była nim podróż dookoła świata. Lecz po drodze go zrewidowałam, gdyż zrozumiałam, że ważniejsze niż zrealizowanie podróży dookoła świata jest to, czego doświadczam w drodze. Więc zaczęłam podróżować wolniej, dużo bardziej świadomie, ale za to bardziej się tą drogą ciesząc i jeszcze więcej chłonąc.

Amen.

 

ZDJĘCIE: Plaża Santa Teresa, Kostaryka, marzec, 2016.


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!