Mapa marzeń, czyli jak zostać seryjnym marzycielem?

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Ten rok będzie wielki – czuję to całą sobą (i nie tylko dlatego, że po latach chudych następują tłuste, czy że wraz z 2017 wchodzimy w obszar numerologicznej jedynki, czyli początku dziewięcioletniego cyklu, świeżego startu). Mam poczucie wyjątkowości tego roku, gdyż postanowiłam, że taki będzie. Ponieważ wiem, że losowi trzeba pomagać, najlepiej regularnie. Pomagać myślą, słowem, czynem i wszystkimi innymi dostępnymi narzędziami. Stać się kapitanem tego statku życia, którym mamy szczęście sterować i mimo różnych przeszkód po drodze (a te będą się pojawiać, to więcej niż pewne), zmierzać w kierunku, który jest w zgodzie z nami. Ja od kilku już lat regularnie pomagam – z zaskakująco pozytywnym rezultatem. Zaczęło się od zabawy w mapę marzeń. A mapa działa, o czym było mi dane się przekonać niejednokrotnie w ciągu ostatnich dwóch lat. 

Studium (skutecznego) przypadku, czyli moja marzycielska historia ostatnich dwóch lat

Dwa lata temu, jeszcze za starych warszawskich czasów, między Świętami a Sylwestrem umówiłam się z dziewczynami na „babskie” spotkanie. Nie miało to być jednak takie zwyczajne spotkanie znajomych, przeciwnie – miało bardzo konkretny cel. W miłej atmosferze i doborowym towarzystwie miałyśmy mapować swoje marzenia – poważna sprawa. Niestety w międzyczasie się rozchorowałam i nie udało mi się dotrzeć na rozmowy przy kominku, winie oraz stercie gazet, z których to miałyśmy wycinać symbole naszych marzeń i stworzyć ich spójną wizualizację na kolejny rok. Za to, gdy tylko okrzepłam, siadłam przed komputerem (jako że gazet już od dawna nie kupuję) i zrobiłam podobne ćwiczenie: poszukałam obrazów oddających to, co mi się marzy, co planuję, co chciałabym osiągnąć w nadchodzącym roku. I zaczęłam je wklejać w power pointa (jak każdy porządny pracownik korporacji, którym naówczas byłam), aż zapełniłam cały slajd. Było na nim mnóstwo podróży, uśmiechu, rozwoju, wolności. Tańczyłam salsę na Kubie, podróżowałam samochodem po bezkresie południowych stanów USA, piłam drinki na karaibskich plażach otoczona ludźmi z różnych zakątków świata, jadłam śniadanie w towarzystwie przystojnego bruneta, występowałam publicznie. A to tylko niektóre z obrazów, które wtedy umieściłam na mapie marzeń.

Dni mijały, wróciłam do pracy, jak i do niewiele związanej z moimi ówczesnymi marzeniami warszawskiej codzienności. I o ile na początku jeszcze zdarzyło mi się na moje dzieło spojrzeć, tak z czasem robiłam to coraz rzadziej, aż całkiem o nim zapomniałam. Niedawno, dokładnie po dwóch latach, robiąc porządek na komputerze, znalazłam tamtą mapę. Spojrzałam na stworzony wtedy collage i nie mogłam uwierzyć – prawie wszystko z obrazka się spełniło. Zajęło to trochę więcej czasu, niż rok (a była to mapa na 2015), ale czy jeden rok realnie wystarczyłby na materializację wszystkich rzeczy, które sobie wtedy wymarzyłam? Było to w końcu wysokooktanowe stężenie marzeń, koncentracja najgłębszych pragnień o dużym zagęszczeniu materii, które w jednym roku po prostu nie miały szansy się spełnić.

Bo prosiłam o wiele. O wiele podróży i pięknych miejsc. O dobrych, inspirujących ludzi wokół. O miłość. O zdrowie. O przygody i nowe doświadczenia. O wolność. O odwagę. Nie mówiłam za to jak. Bo wszechświatowi się nie mówi. On już najlepiej wie jak. Trzeba tylko powiedzieć co, zwerbalizować najgłębiej ukryte pragnienia.

Powiedziałam jasno i wyraźnie, obrazowo (a jak powszechnie wiadomo obraz wart jest tysiąc słów) i efekt był zadziwiający. Przez te dwa lata odwiedziłam 15 nowych krajów, a w sumie ponad 50, poznałam dziesiątki nowych ludzi reprezentujących różne kultury i historie, a nowe doświadczenia wręcz spływały na mnie jak strugi deszczu w majową ulewę. W tym czasie zdążyłam też rzucić pracę (czego, robiąc mapę w grudniu 2015, absolutnie nie planowałam) i powywracać całe moje dotychczasowe życie do góry nogami, wyruszyć w zmieniającą światopogląd dziewięciomiesięczną podróż, wrócić z niej, by zaraz udać się w kolejną, tym razem po Azji, pod hasłem Jedz, módl się i kochaj. Po wszystkich tych doświadczeniach odmówiłam powrotu do starego życia, bo już sobie go nie wyobrażałam w takiej postaci – nadszedł czas na nowe. Całkiem inne, nadal pełne podróży i wyzwań zawodowych – tyle że zupełnie innego typu.

Rozpoczął się 2017. Nadszedł czas na kolejną mapę marzeń – teraz z pełną wiarą, że jej zawartość zmaterializuje się w moim życiu, bo mam namacalne dowody na to, że ona działa. Przemyślałam, sięgnęłam do najgłębszych pokładów duszy, uruchomiłam wyobraźnię, wygenerowałam skojarzenia, wyszukałam odpowiednie obrazy, poukładałam je w całość, która zapewne jedynie dla mnie ma jakikolwiek sens. I o to chodzi, bo ta mapa jest dla mnie. Twoja będzie dla Ciebie. Jeśli boisz się marzyć, nie jesteś pewien, czy chcesz, aby Twoje marzenia się spełniły, nie rób mapy marzeń. Gdy jednak jesteś gotowy wyciągnąć rękę po najskrytsze pragnienia, podaję mój przepis.

Czym jest mapa marzeń?

Termin „mapa marzeń” już na wstępie wywołuje u mnie pozytywne skojarzenia, gdyż składa się z dwóch niezwykle ważnych dla mnie słów: „mapa”, a mapy uwielbiam miłością pierwotną, która nabrała dojrzałości przez lata podróżowania oraz „marzenia”, które są nieodłączną częścią mojego życia, dając mi siłę i nadzieję w najtrudniejszych jego momentach.

Mapa marzeń jest niczym innym jak collagem obrazów reprezentujących nasze pragnienia, które mają przemawiać do podświadomości i w ten sposób je materializować. Lila Łempicka, psycholog i psychoterapeutka, która prowadzi warsztaty z tworzenia mapy skarbów i celów (jak również nazywa się mapę marzeń) mówi o niej jako o „rodzaju umowy z losem, zamówieniu skierowanym do naszej podświadomości, napisanym w jej języku, czyli przy pomocy obrazów i emocji”. Bardzo podoba mi się ta definicja i potraktowanie mapy jako zamówienia konkretnego stanu, gdyż implikuje odwagę w sięganiu po to, czego w życiu chcemy, podkreślając przy tym fakt, że mamy realny wpływ na nasze życie i nie jesteśmy tylko marionetkami losu. A ja całym sercem wierzę w kreowanie własnej rzeczywistości, i gdy do tego jeszcze dostaję do dyspozycji konkretne narzędzia, energia i zapał do pracy same przychodzą. Bo, nie oszukujmy się, popracować tu trochę trzeba…

Jak stworzyć mapę marzeń?

Przede wszystkim trzeba chcieć! W natłoku zajęć i obowiązków dać sobie przyzwolenie na to, aby zrobić coś nie do końca praktycznego, co nie daje żadnej gwarancji sukcesu, a zabiera czas. Zmusić się do intensywnego myślenia po godzinach pracy, gdy mózg chce odpocząć oraz do czucia, gdy nadmiar bodźców sugeruje, że bezpieczniej emocje wyłączyć. Spróbować dotrzeć do najgłębszych pokładów marzeń, do esencji tego, co w życiu chcemy. I choć na pewno nie jest łatwo, warto podjąć wyzwanie. Sięgnąć do pożądanych emocji, zastanowić się, jak chcemy się czuć w danym momencie, jak powinien wyglądać dzień naszych marzeń, co chcemy osiągnąć. O metodach dotarcia do prawdy o istocie naszych marzeń pisałam więcej tutaj.

NARZĘDZIA

Tradycyjną mapę marzeń tworzy się za pomocą wycinanek z gazet i czasopism, naklejek, a nawet farb i kredek – wszystko, co pomoże nam skutecznie zwizualizować nasze marzenia. Poszczególne obrazy odpowiadające wymarzonej sytuacji, rzeczy, uczuciu, pragnieniu naklejamy następnie na karton tak, by zmieściły się na nim jeszcze inne, ważne dla nas obrazy i symbole.

Mnie ten sposób nigdy do końca nie przekonywał, gdyż po pierwsze już dawno nie kupuję gazet, poza tym, co ważniejsze, oznaczałoby to, że jestem ograniczona zaledwie do obrazów, które w tych gazetach znajdę, ewentualnie do własnych rysunków czy malunków, a artystka ze mnie kiepska. W związku z tym, korzystając z własnej biblioteki zdjęć oraz nieograniczonych zasobów internetu, postanowiłam stworzyć mapę obrazów, która najwierniej odda to, co chodzi mi po głowie, a jeszcze bardziej to, co w sercu gra. Takie rozwiązanie ma jeszcze tę zaletę, że raz stworzoną mapę można bez ograniczeń powielać, umieszczając ją w formie elektronicznej na różnych nośnikach, a na potrzeby „pozawirtualne”, po prostu wydrukować.

Jeśli zdecydujemy się zrobić mapę marzeń metodą tradycyjną, oprócz wspomnianych gazet, farb i kredek, będziemy potrzebować jeszcze nożyczki i klej, podczas gdy w wersji elektronicznej dostęp do internetu (Obrazy Google i inne strony) oraz coś, do czego obrazy te będziemy wklejać (np. slajd prezentacji power point).

ARANŻACJA

Aranżacja zawartości może odbyć się na dwa sposoby. Możemy, idąc całkowicie za sercem, umieszczać kolejno rzeczy, które jako pierwsze przychodzą nam do głowy (w myśl tego, że są najważniejsze). Można też użyć jakiegoś wzoru, który da nam pewną strukturę i podpowie, jakie obszary należy uwzględnić. Tutaj popularnym modelem jest stosowana w feng shui Siatka Bagua, która pomaga zaaranżować przestrzeń w 9 różnych obszarach: bogactwo, sława, związki, rodzina, zdrowie, kreatywność, wiedza, kariera, podróże (przykład do ściągnięcia np. tutaj).

Tradycyjnie już, każde z rozwiązań ma swoje plusy i minusy. Metoda „na czuja” gwarantuje, że na mapie znajdą się najistotniejsze dla nas marzenia i pragnienia, bo te wypływające prosto serca w kolejności, która jest dla nas ważna. Metoda ta stwarza jednak ryzyko pominięcia niektórych (ważnych) obszarów. Metoda druga zadba o to, by żadne obszary nie zostały pominięte, jednak narzucenie konkretnej struktury może nieco ograniczyć naszą wyobraźnię. Dla każdego coś dobrego, najlepiej wybrać metodę, która najbardziej do nas przemawia, bo to w końcu nasza mapa. Ja swoją pierwszą mapę dwa lata temu zrobiłam właśnie według Siatki Bagua, podczas gdy tegorocznej już dałam się całkowicie ponieść, kompletnie pozbywając się narzuconej struktury. Jeśli jednak mapę robisz po raz pierwszy, jakieś ramy mogą okazać się bardzo pomocne.

OBRAZY

Mapa ma być narzędziem dla wyobraźni, wizualną afirmacją rzeczywistości, więc obrazy muszą do nas przemawiać. Powinny być najlepszym odzwierciedleniem naszych skojarzeń z pragnieniami, które obrazują. A obrazować mogą wszystko: miejsca i sytuacje, w jakich chcemy się znaleźć, osoby, które mają nam towarzyszyć, konkretne czynności, ale także uczucia i emocje – czyli wszystko to, co leży w sferze naszych pragnień i marzeń, w taki sposób, w jaki to widzimy (albo najlepszy, jaki możemy znaleźć na potrzeby ćwiczenia).

Czyli jeśli na przykład marzy nam się odwiedzenie konkretnego miejsca, użyjmy obrazu, który z tym miejscem najbardziej nam się kojarzy. Gdy pragniemy czuć się w jakiś konkretny sposób, zastanówmy się, jak to uczucie można najlepiej zwizualizować. Gdy zależy nam na wykreowaniu konkretnej sytuacji, co może być jej najlepszym symbolem? Symbole powinny być naturalne i intuicyjne i nieść konkretne znaczenie (nawet jeśli nikt inny oprócz nas go nie rozumie). Chodzi o to, aby szybko i skutecznie przekonać naszą podświadomość do użytych obrazów, by nie musiała ona analizować i przetwarzać, tylko naturalnie przyjąć. A przyjmie wtedy, gdy metafora najlepiej odda to, co chcemy nią przekazać. Ja najczęściej w mojej mapie marzeń używam zdjęć, co nie znaczy, że należy się do nich ograniczać. Można użyć inne grafiki, symbole, a nawet tekst, jeśli szczególnie on do nas przemawia. Słowem wszystko, co będzie kojarzyło się z konkretnymi stanami ciała, ducha i umysłu, i pozwoli te stany w efekcie przywołać.

Jak marzenia manifestować?

Teraz, gdy mapa jest już gotowa, można (a nawet trzeba) jej używać. Niech stanie się tłem na pulpicie komputera, z którego codziennie korzystamy, wydrukujmy ją w kilku egzemplarzach i powieśmy w miejscach w domu, w których najczęściej przebywamy, miejmy ją zawsze w telefonie. Chodzi o to, aby możliwie często być wystawionym na jej widok – świadomie lub nie. Czym więcej i częściej, tym lepiej. Nasza podświadomość wciąż działa bez naszego aktywnego udziału (dlatego zapewne nazywa się PODświadomością) i tak jak urzeczywistnia najczęstsze myśli, tak może zacząć urzeczywistniać to, co znalazło się na naszej mapie. Tak więc zamiast negatywnych uczuć, pielęgnowania złości, obaw i lęków, dajmy jej pożywkę o pozytywnym podłożu – na przykład w postaci kolorowej, pełnej przemawiających do niej obrazów, mapy marzeń.

Efekt można dodatkowo zwiększyć wizualizacjami, które mogą nam towarzyszyć na przykład przy zaśnięciu – obrazami, które prezentują to, co znajduje się na mapie, bądź rozwijają/pogłębiają ideę zawartą na mapie. Możemy spróbować przemówić również do innych zmysłów. Jeśli jest jakaś piosenka, która kojarzy ci się z rzeczonymi marzeniami, słuchaj jej często. Jeśli są to bliskie ci zapachy, wąchaj! Jeśli smaki, kosztuj!

Mapę można też po zrobieniu gdzieś schować i po prostu o niej zapomnieć (tak jak stało się to w moim przypadku). Uwaga, wiele z zawartych w niej marzeń wciąż ma szansę się spełnić, bo obrazy są żywe w naszej podświadomości. Poza tym, wykonując mapę, wykonaliśmy dużo ważniejszą pracę, która jest podstawą całego procesu planowania – zrozumieliśmy, co tak naprawdę od życia chcemy, zwerbalizowaliśmy to (nawet jeśli tylko sobie), przyporządkowaliśmy temu określone emocje, nadaliśmy ważność. A to już często wystarczy, aby uruchomić proces realizacji tych marzeń. Tak stało się w moim przypadku, gdzie spełniło się 90% zawartych na mojej mapie sprzed 2 lat marzeń. Nie mam pewności, czy jeśli wtedy pracowałabym z nią bardziej aktywnie, spełniłoby się 100%. Śmiem jednak twierdzić, że duże szanse, że tak by się właśnie stało. Mam w planie aktywnie pracować z moją nowo stworzoną mapą na 2017, gdyż znajdują się na niej naprawdę śmiałe pragnienia duszy, a jak wiadomo szczęściu trzeba pomagać!

Dziś jest pełnia księżyca. Pierwsza w tym roku. Idealny moment na manifestację pragnień. Może czas na stworzenie mapy marzeń, bądź tylko zastanowienie się, co powinna ona zawierać? Nieważne, jaką akcję podejmiesz, ważne, aby ją podjąć. Złożyć zamówienie u podświadomości. Bo marzenia się spełniają…


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

2 thoughts on “Mapa marzeń, czyli jak zostać seryjnym marzycielem?

  • 13 stycznia 2017 at 04:29
    Permalink

    Lepiej bym nie opisała Mapy Skarbów i Celów! :-). I to co najbardziej cenne – Twoja historia Aniu. Czekam na spotkanie z Tobą . Porozmawiamy o naszych nowych marzeniach 🙂

    Reply
    • 13 stycznia 2017 at 07:31
      Permalink

      Dzięki Lila! 🙂 Zainspirowałaś mnie swoją definicją! Jest w niej odwaga, a czymże są marzenia bez odwagi?

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *