Komu w drogę, temu czas, czyli o niekończącej się podróży życia

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Za kilkanaście godzin wylatuję. Na kontynent, którego nazwa oznacza wejście, miejsce jasne, kraj wschodzącego słońca. Woła mnie droga. Wzywa mnie Azja. Dokładne w cztery miesiące od powrotu z Wielkiej Podróży, która tam, po drugiej stronie globu, zmieniła niemal każdy aspekt mojego życia, i o której najwyższy czas przestać pisać, aby zrobić miejsce na nowe. Siedemnastego przybiłam do Nowego Jorku, po dziewięciu miesiącach podróży siedemnastego wracałam do Polski, siedemnastego wylatuję znowu. Zbieżność dat jest czysto przypadkowa. Choć może wcale nie ma przypadków? Może potrzebowałam dokładnie czterech miesięcy na wszystko, czego miałam się nauczyć i zrozumieć? I nadszedł czas, by iść (lecieć) dalej. Zamykam rozdział pod tytułem „Po podróży”, z ekscytacją rozpoczynając kolejny, zatytułowany „Życie jest niekończącą się podróżą”.

Wydarzeniem zmieniającym, przełomowym była bez wątpienia wspomniana podróż – to ona wszak sprawiła, że nic już nie będzie takie samo. Ale czas po podróży był niemniej ważny. Te cztery miesiące, w których musiałam stawić czoła powrotowi – a powroty po blisko roku nomadniczego życia łatwe nie są (o czym więcej tutaj). Skonfrontować się ze starą rzeczywistością, jakkolwiek nie chciałabym od niej uciec. Zmierzyć się z wewnętrzną niezgodą na udawanie, jakoby nic się nie wydarzyło. Zaakceptować, że ta podróż nie była tylko przygodą, po której trzeba (wypadałoby?) wrócić do starego życia, bo utarta ścieżka jest jedyną słuszną. A ja odmawiam. Bo starego już nie ma, nie może być. Te cztery miesiące spędziłam więc planując  nowy początek, a jak już pisałam, początki lubię – tym razem w stu procentach zgodnie z podszeptami serca, jakkolwiek absurdalnymi i będącymi w kompletnym zaprzeczeniu zdrowego rozsądku, rad życzliwych i lepiej wiedzących oraz tego co pewne, znane, bezpieczne.

Dużo pracowałam – nie tylko nad sobą, ale też na rzecz inspiracji innych. Inspiracji do podróżowania, dokonywania życiowych zmian, stawiania czoła lękom i obawom. Inspiracji owej starałam się regularnie dostarczać pisemnie – od powrotu na blogu powstało 30 nowych wpisów, w których eksplorowałam tematy podróżniczo-życiowe. Jednak szybko zrozumiałam, że inspiracja (jakkolwiek nieoceniona), to tylko część układanki. Bo ludziom, których do zmian zachęcać chcę, brakuje często narzędzi do ich dokonywania. Wszak w szkole zamiast o ludzkiej egzystencji, uczą się o cyklu życia pierwotniaka pantofelka. I wiele u nas postaw pantofelka zaobserwować można – stworzenia, które nie działa, a występuję (we wszystkich słodkowodnych zbiornikach wodnych na Ziemi), pokarmu nie zdobywa, a pobiera, co więcej, nawet nie rozmnaża się aktywnie, a bezpłciowo, przez podział komórki.

Wracając do tych, co chcą, to na bazie tego chcenia może nawet wyruszyli by w podróż (choćby krótką), ale po pierwsze wszystko dookoła krzyczy, że świat jest niebezpieczny, po drugie istnieje przekonanie, że podróżowanie jest dla bogatych, po trzecie, nie mają pojęcia, gdzie zacząć. Więc przez ostatnie 4 miesiące stawiałam się codziennie w buty mnie samej sprzed lat – dziewczyny wyruszającej w pierwszą samodzielną podróż – zagubionej, niewiedzącej, z niewielkim stanem konta, za to pełnym bankiem marzeń. Następnie nakładałam filtr doświadczenia zdobytego od tego czasu w podróży i poza nią. Sama sobie zadawałam pytania i sama na nie odpowiadałam. Jak oszacować budżet i zgromadzić pieniądze? Z kim jechać? Jak kupić tani bilet? Gdzie w podróży spać? Jak dbać o zdrowie w drodze? Przed czym się chronić? I uruchomiłam Projekt Pierwsza Podróż – praktyczny poradnik o tym, jak w pierwszą samodzielną podróż wyruszyć i… zostać eksploratorem. Bo eksploratorem może być każdy. Musi tylko bardzo chcieć. Wiec nie mów teraz mi proszę, że nie wiesz jak…

Tworząc wpis za wpisem szybko uświadomiłam sobie, że gadanie zza komputera nie do wszystkich przemawia, bo niektórzy chcą zobaczyć i posłuchać żywego człowieka, który to wszystko rzucił w diabły, wyjechał, przeżył i wrócił. Cały i zdrowy. Z setkami historii do opowiedzenia, miejsc do pokazania, doświadczeń, którymi należy się dzielić. Z 9 tysięcy przywiezionych z podróży zdjęć starannie wybrałam więc 200, do tego dodałam kilka podróżnych historii i ruszyłam w Polskę, gdzie o wyprawie opowiadałam w sumie 13 razy. Odwiedziłam 10 miast, a trzy z nich nawet dwukrotnie. Zawitałam do rejonów mi bliskich: rodzinnego Tarnowa, Krakowa, Rzeszowa, Katowic, Bielska Białej, trochę dalszych jak Wrocław, Łódź i Warszawa, a także całkiem odległych jak Gdańsk, czy Suwałki. I mimo że spotkania te pochłonęły sporo mojego czasu (a często jeszcze więcej dojazd na nie), to wierzę, że miały sens. Po pierwsze, ponieważ udało mi się wielu takich jak ja marzycieli osobiście poznać i (wnosząc po otrzymywanych regularnie wiadomościach) zainspirować do wyruszenia w drogę. Po drugie, miałam okazję zaznać osławionej polskiej gościnności – zarówno ze strony przyjaciół jak i nieznajomych, która (niezależnie od tego, w której części globu akurat się znajduję) niezawodnie przypomina, gdzie jest prawdziwy dom! Po trzecie, po tak długiej nieobecności w kraju, miałam znowu okazję odwiedzić wiele polskich miast – a piękne te nasze miasta! Po miesiącach odkrywania odległych zakątków świata, znów eksplorowałam własny kraj, zapoznałam się z nim na nowo, zobaczyłam go innymi oczami. Dostrzegłam wiele pozytywnych zmian, których normalnie się nie widzi się, gdy mieszka się w nim na co dzień – rozwój infrastruktury, powstanie nowych połączeń komunikacyjnych, pięknienie polskich miast.

Zbliżyłam się też na nowo do Europy, odwiedzając Niemcy, Szwajcarię i Hiszpanię, i przypominając sobie za co tę Europę tak lubię i że to ona otworzyła mi okno na wielki, nieznany świat. W tejże Europie spotkałam się również z ludźmi poznanymi kilka miesięcy wcześniej w podróży, uświadamiając sobie, że nieważne, gdzie na świecie się znajduję, są ludzie z którymi łączy mnie coś specjalnego – pomimo granic, czasu, który nieubłaganie płynie, a nawet różnych poglądów.

Wiele zdarzyło się przez te cztery miesiące. Wierzę, że dobrze je wykorzystałam. A czuję, że to dopiero początek. Po ponad dwóch latach zapragnęłam powrócić do Azji – kontynentu wejścia, miejsca jasnego, kraju wschodzącego słońca. Azja oczyszcza, uwalnia, daje energię lekkości. I po tę lekkość ruszam właśnie. Choć będzie to inna podróż. Z wielu względów.

Po pierwsze, gdyż odkryje przede mną po raz pierwszy tajniki pracy w podróży. Będę testowała w praktyce koncept pracującego nomada, który spełnia marzenia, przy tym zarabiając na życie, tym co kocha. Będę angażowała się maksymalnie w rozwój bloga, bo wierzę, że jeśli czyta go choć jedna osoba, to warto kontynuować. Będę zbierała dalszy materiał, kolekcjonowała kolejne historie, odkrywała nowe źródła inspiracji. Będę się nadal uczyła – o świecie, o drugim człowieku i sobie samej. A o moich eksploracjach będę regularnie pisała. Dla Was. Tutaj właśnie.

Nie pakuję wiele, bo nauczyłam się, że z lżejszym plecakiem podróżuje się łatwiej i ostatnio preferuję minimalizm. Poza tym to, czego potrzebuję, mam. Chiński pisarz Ma Jian powiedział: „wszystko, czym byłem, noszę z sobą. Wszystko, czym będę, czeka w drodze przede mną”. Tak więc ruszam w drogę stać się tym, czym stać się mam… Do zobaczenia (w drodze oczywiście).


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

5 thoughts on “Komu w drogę, temu czas, czyli o niekończącej się podróży życia

  • 17 października 2016 at 06:55
    Permalink

    Aniu, życzę Tobie przepięknej podróży, która pozwoli naładować życiowy akumulator milionami atomów pozytywnej energii i doświadczeń.
    Zazdroszczę Tobie, że żyjesz w czasach, gdzie granice są w miarę otwarte, a paszport trzymasz w kieszonce plecaka, a przygoda jest na wyciągnięcie ręki.
    Moja młodość przypadła na stan wojenny, żywność na kartki, a paszport znajdował się na komendzie milicji i aby dostać jakąkolwiek walutę inną niż złotówki potrzebna była książeczka walutowa. Z perspektywy czasu nie był to jednak zmarnowany czas, bo obecnie, gdy na stare lata zaczęłam podróżować z plecakiem, potrafię w miarę przetrwać wszelkie niedogodności życiowe i nie ubolewam gdy jakiś hotelik lub hostel nie posiada wielu gwiazdek, a tylko gwiazdki na niebie.
    Wracając do Twojej Aniu podróży i tajemniczego wołania aby poznawać nowe zakątki świata życzę takiej podróży, o której pisał tak Ryszard Kapuściński: ” Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze – uroda życia”.
    Życzę Tobie niegasnącej URODY ŻYCIA.
    Wszystkie dobrego na nowych życiowych ścieżkach w Azji i czekam na Twoje opowieści z podróży.

    Reply
    • 19 października 2016 at 17:40
      Permalink

      Dorota, dziękuję za piękne życzenia, pełne pozytywnej energii, która w podróży jest bezcenna. Tak, uważam się za szczęściarę, że przyszło mi żyć w czasach otwartych granic i nieograniczonych możliwości, jeśli chodzi o podróżowanie. Marzy mi się, aby inni to też rozumieli i doceniali, że świat stoi przed nimi otworem, zamiast stwarzać sobie wewnętrzne bariery. Niesamowite słowa Kapuścińskiego pozostaje mi również dedykować Tobie – niezależnie od wieku i bagażu życiowego. Życzę Ci, abyś nieustannie się dziwiła i by serce nigdy się nie wypaliło dzięki temu zdziwieniu właśnie! Pozdrawiam ciepło z zadziwiającego Hong Kongu!

      Reply
  • 17 października 2016 at 07:45
    Permalink

    Wierzę, że zbieżności dat to nie zbieg okoliczności. Trzy lata temu, 7.10 rozpoczęłam jedną podróż a kilka dni temu 7.10 kolejną. I wiem, że Ty świetnie rozumiesz różnicę jaka tkwi w sednie definicji podróż i przeprowadzka. Można się przeprowadzać naście razy i nigdy w podróż nie wyruszyć. Nasze podróże jakoś się w czasie zbiegają, o czym rozmawiałyśmy już nie raz. Dla mnie to też poszukiwanie a raczej odkrywanie siebie, sensu, definicji. Wyrzucam ze swojego plecaka wszystko to czym nie byłam i nie chcę być, oddaję innym ich bagaż, który dzwigałam latami i nieśmiało narazie ale z odwagą idę na przeciw temu co tam czeka, w drodze przede mną. Cieszę się, że nie znikniesz, że będziesz pisać i że w mojej podróży będę nadal mogła przystanąć i wpaść tu do Ciebie na kubek kawy. Ania, powodzenia, siły, wytrwałości i magii 🙂
    Trzymaj się ciepło!
    Ps: i wkładaj ciepłe majciochy i czapke jak wieje, nie jedz lodów, smaruj sie kremem, nie łaź sama po zmroku i o 20.00 w łóżku:)) buźka

    Reply
    • 19 października 2016 at 17:33
      Permalink

      Justyna, jak pięknie napisane! „Można się przeprowadzać naście razy i nigdy w podróż nie wyruszyć” – trafione w sedno, lepiej bym tego nie powiedziała! Dokładnie tak jest – bo czasem zmiany czają się tam, gdzie kompletnie się ich nie spodziewamy. Takie prawdziwe, dogłębne, które nie są tylko zmianą miejsca (bo ta niekoniecznie niesie za sobą inne zmiany), tylko prawdziwą podróżą wewnętrzną. A co do zbieżności dat, to bardzo wierzę w symbole, rocznice i daty właśnie. I wiem, że niektóre rzeczy nie są przypadkowe – ani w moim ani w Twoim przypadku. Chińskie uściski, zapraszam regularnie na kawę u mnie – gdziekolwiek będziesz Ty, gdziekolwiek ja będę! 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *