Jaka naprawdę jest Kolumbia?

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Narkotykowe zagłębie i wszechobecna przemoc – takie są zwykle pierwsze skojarzenia z Kolumbią. I owszem, nie da się ukryć, że Kolumbia skutecznie pracowała na ten wizerunek przez kilkadziesiąt lat ubiegłego wieku, będąc pierwszym producentem kokainy na świecie i siedzibą najpotężniejszych baronów narkotykowych w historii. Jednak przynajmniej tak samo mocno pracowała przez ostatnią dekadę na wyplenienie narkotykowej działalności, zwiększenie bezpieczeństwa w kraju i poprawę wizerunku, co zaowocowało aż pięciokrotnym wzrostem zagranicznych wizyt. Jaka jest więc ta Kolumbia?

 

Kraj „nietypowy”

Z powierzchnią blisko czterokrotnie większą od Polski, Kolumbia jest krajem ogromnej różnorodności geograficznej i nie da się określić typowego dla niej krajobrazu. Jeśli miałabym podać jedno skojarzenie z Kolumbią, nazwałabym ja krainą zieleni, ale… tylko do momentu, gdy udałam się na północ kraju, która to od czterech miesięcy nie widziała kropli deszczu i zamieniła się niemal w pustynię. Kolumbia jest bowiem mieszanką najróżniejszych krajobrazów – posiada dwa rozległe wybrzeża – pacyficzne na zachodzie i karaibskie na północy, łańcuch Andów, którym łaskawie dzieli się z Ekwadorem i Wenezuelą, jeziora, wilgotne lasy równikowe w dorzeczu Amazonki oraz równiny trawiastych sawann. 48-milionowa populacja Kolumbii skupia się głównie w regionach andyjskich i na obszarze wybrzeża karaibskiego, czyli w północno-zachodniej części kraju, część południowo-wschodnia jest słabo zaludniona.

W związku z ogromną powierzchnią i występowaniem wielu stref klimatycznych, różni się również (i to dość drastycznie) klimat Kolumbii. I tak, na przykład, przybywając z Cartageny położonej na karaibskim wybrzeżu kraju, do Bogoty (usytuowanej w północnych Andach na wysokości 2640 m npm), które to miasta dzieli jedynie półtoragodzinny lot, można przeżyć prawdziwy szok atmosferyczny – podczas gdy w Cartagenie padaliśmy ofiarą 40-stopniowego upału, w Bogocie możemy umierać z zimna, jako że w nocy temperatury spadają nawet w okolice zera.

Tak jak krajobraz, zróżnicowane jest również pochodzenie mieszkańców – obok rodowitych Indian i potomków hiszpańskich kolonizatorów, sporo tu osób o afrykańskim pochodzeniu, których przodkowie pierwotnie dotarli do kraju jako niewolnicy, a także potomków imigrantów przybyłych w XX wieku z Europy i Bliskiego Wschodu. Stąd też ciężko określić, jak wygląda typowy Kolumbijczyk, bo w Kolumbii „typowego” nie ma. 🙂

Kraj (bez) granic

Kolumbia ma niezwykłe położenie polityczne – jest krajem transkontynentalnym położonym w Ameryce Południowej, który pomimo graniczenia z należącą do Ameryki Centralnej Panamą, nie ma bezpośredniego z nią połączenia lądowego. Granica pomiędzy Ameryką Południową i Środkową najczęściej pokonywana jest drogą lotniczą, bądź morską, gdyż 90-kilometrowy górzysty obszar bagnistej dżungli zwany przesmykiem Darién, uniemożliwia bezpośrednią komunikację między krajami, a zatem i między sąsiadującymi kontynentami. Region ten stanowi zatem jedyny odcinek, na którym słynna Droga Panamerykańska (której celem było połączenie obu Ameryk od Alaski po Patagonię) nie ma kontynuacji.

Tak ważny politycznie i ekonomicznie teren nie został jeszcze spenetrowany przede wszystkim z uwagi na trudne warunki geograficzno-klimatyczne tropikalnej dżungli, stanowiącej naturalną barierę międzykontynentalną. A jeśli nie zabije cię sama dżungla, zrobią to jej mieszkańcy – przemytnicy, bądź partyzanci FARC – mówią Kolumbijczycy. Poza skomplikowaną topografią bowiem, największym problemem granicy jest bezpieczeństwo, a raczej jego brak – teren, z oczywistych względów, upodobali sobie handlarze narkotyków jako idealny obszar do szmuglowania nielegalnego towaru, a także znane z bezwzględności partyzanckie bojówki. Stąd liczne porwania, rabunki oraz zabójstwa śmiałków, którzy pomimo wszechobecnych ostrzeżeń postanowili jednak zmierzyć się z lądową granicą pomiędzy Kolumbią i Panamą. Są jednak i tacy, którym pomimo czyhających z wszystkich stron zagrożeń się udało, co więcej zdołali ów wyczyn udokumentować – tutaj jeden przykład trójki amerykańskich rowerzystów, a na YouTubie można znaleźć jeszcze kilka innych.

Poza ewidentnym fenomenem przesmyku Darién, ciekawą „graniczną” historię ma również Leticia – najbardziej na południe wysunięte miasto Kolumbii, które jest jednocześnie częścią Tres Fronteras – punktu w dżungli amazońskiej, gdzie spotykają się granice trzech państw: Kolumbii, Peru i Brazylii. Leticia, obecnie należąca do Kolumbii, była przedmiotem wieloletniego sporu między Kolumbią i Peru. Poza nietypowym położeniem, Leticię wyróżnia oryginalność amazońskiego krajobrazu, stąd podróżnicy często obierają ją jako punkt początkowy wszelakich wypraw po Amazonce. Obszar Tres Fronteras jest lądowo odcięty od reszty Kolumbii oraz Brazylii. Z uwagi na brak połączenia drogowego, są dwa sposoby dotarcia do Letici – drogą lotniczą na trasie Bogota-Leticia, bądź Manaus-Tabatinga (która jest brazylijską sąsiadką Letici) bądź wodną, wybierając wielogodzinny rejs łodzią na trasie Leticia-Manaus. Taka jest właśnie Kolumbia – kraj, w którym natura kpi z granic politycznych, wyznaczając swoje własne granice.

Kraj białego proszku

W latach 70-tych Kolumbia zyskała niechlubne miano narkotykowej potęgi świata. A wszystko dzięki białemu proszkowi wytwarzanemu z Bogu ducha winnych liści koki, który dzięki swoim silnie pobudzającym, a z czasem i uzależniającym właściwościom, szybko stał się najbardziej pożądanym towarem w Stanach Zjednoczonych lat 70-tych i 80-tych. To tu działał Pablo Escobar, najsłynniejszy baron narkotykowy świata, który w latach swojej świetności znalazł się w pierwszej dziesiątce najbogatszych ludzi świata magazynu Forbes, kontrolując 80% światowego rynku kokainy. Jego powszechnie znana strategia „plata o plomo” czyli „kasa lub kulka” skutecznie zdobywała „sympatyków” i eliminowała przeciwników, a hojność skierowana do mieszkańców jego rodzinnego miasta, Medellin, szybko przyniosła mu przydomek kolumbijskiego Robin Hooda. Mimo śmierci Escobara w latach 90-tych, jego historia jest wciąż żywa nie tylko w Kolumbii, ale i na świecie, między innymi dzięki wielu biografiom oraz amerykańskiej produkcji Narcos.

Pomimo wojny wydanej narkotykowemu półświatkowi przez kolumbijski rząd oraz finansowego, logistycznego i militarnego wsparcia przez lata dostarczanego przez USA oraz kraje europejskie w celu zwalczania nielegalnego handlu narkotykami, według statystyk, Kolumbia wciąż jest największym wytwórcą kokainy na świecie, choć produkcja białego proszku drastycznie spadła w porównaniu z latami kokainowej świetności.

Zmiany te miały ogromny wpływ na popularność kraju jako destynacji turystycznej – szacuje się bowiem, że liczba wizyt zagranicznych w ostatnich 10 latach wzrosła pięciokrotnie. Kolumbijskie miasta wykonały również sporo pracy w kierunku polepszenia sytuacji i poprawy wizerunku – i to skutecznie – Medellin, kiedyś najniebezpieczniejsze miasto świata, jest nie tylko jednym z ulubionych celów zagranicznych turystów, ale również jednym z najbardziej innowacyjnych miast świata.

Kraj w konflikcie wewnętrznym

Kokaina miała również swój niemały udział w trwającej od lat 60-tych ubiegłego wieku wojnie domowej w Kolumbii, w której stronami konfliktu były: kolumbijski rząd, lewicowi partyzanci zrzeszeni w organizacjach typu FARC i prawicowe grupy paramilitarne. Zaognienie konfliktu w latach 80-tych doprowadziło do drastycznego wzrostu przestępczości w kraju. Na porządku dziennym były już nie tylko wojny gangów, ale także wymuszenia, korupcja, porwania i zabójstwa, a celami przemocy z czasem stali się również cywile, którzy ginęli jak muchy w drodze do pracy, szkoły, sklepu. Konflikt trwa już ponad 50 lat, a powody walki z czasem zaczęły się rozmywać. Podczas gdy bojówki partyzanckie twierdzą, że walczą z nierównością społeczną, broniąc praw biednych (czemu opór stawiają rzekomo powołane do tego celu grupy paramilitarne), kolumbijski rząd stoi na stanowisku, iż swoimi działaniami broni porządku i stabilności w kraju, walcząc o bezpieczeństwo obywateli. I tak wszyscy walczą o coś, a w wyniku tej walki zginęło już 250 tys ludzi, nie licząc ofiar handlu narkotykami, o udział w którym strony konfliktu również są oskarżane.

Mimo, że brutalne morderstwa cywilów już nie są kolumbijską codziennością, konflikt nadal trwa, przybrał tylko nieco inną postać. Tak samo jak bojówki FARC zmieniły strategię z wojny partyzanckiej na batalię milicyjną, czyli prowadzoną poprzez swoich członków w cywilu, unikając otwartego konfliktu zbrojnego, handlarze narkotyków nie działają już w czterech głównych kartelach kraju, rywalizując ze sobą w otwartej wojnie, tylko przybrały postać mniejszych grup, niewidocznych w codziennym życiu Kolumbijczyków, co nie znaczy, że nieobecnych. Ale zmęczeni wojną mieszkańcy chcą zapomnieć, zacząć nowy etap w historii swojego kraju i wydaje się, że są na najlepszej do tego drodze…

Kraj z muzyką w sercu

Jak można przetrwać dziesiątki lat morderczej wojny domowej? Wierząc, że będzie lepiej (Kolumbijczycy są narodem optymistów) i… czerpiąc inspirację z muzyki! Kolumbijczykom bowiem nieustannie w duszy gra. Może przez gorący latynoski temperament, który nakazuje nieustannie cieszyć się życiem, a może z racji bliskości Karaibów, których mieszkańcy, jak żaden chyba inny region muzykę i taniec wyssali z mlekiem matki. Niezależnie od powodu takiego stanu rzeczy, faktem jest, że Kolumbijczycy kochają muzykę i uwielbiają się bawić, na co dowody znajdziemy odwiedzając niejeden kolumbijski klub (a ten z prawdziwego zdarzenia to taki bez klimatyzacji, za to pełen spoconych, acz uśmiechniętych tancerzy), gdzie nawet w środku tygodnia można wybawić się do białego rana.

Wśród tradycyjnej kolumbijskiej muzyki wyróżnia się cumbia, czyli najpopularniejszy taniec ludowy kraju, który z czasem rozprzestrzenił się również w innych regionach Ameryki Łacińskiej, oraz porro i vallenato i ich pochodne, które, jako gatunki zapoczątkowane przez kolumbijskich rolników, wzbogacone o afrykańskie wpływy, największą popularność zyskały na kolumbijskim wybrzeżu.

Oprócz tradycyjnych rytmów, w Kolumbii z sukcesem rozprzestrzeniła się salsa, a Cali, trzecie pod względem wielkości kolumbijskie miasto, okrzyknięte zostało światową stolicą salsy. Celia Cruz, kubańska królowa salsy, miała nawet kiedyś stwierdzić, że salsa jako muzyka powstała co prawda na Kubie, ale najlepiej oddają ją w tańcu Kolumbijczycy. Salsa kolumbijska jest znacznie szybsza niż, na przykład, osławiona kubańska, a w technice zdecydowanie większy nacisk kładzie się na pracę nóg. Cali jest domem wielu światowych festiwali salsy, a kolumbijscy tancerze wciąż zajmują czołowe miejsca w salsowych konkursach na całym świecie.

Jak w wielu krajach Ameryki Łacińskiej, w Kolumbii nie brakuje również bachaty czy merengue, które oprócz salsy i reggeatonu tańczy się w niemal każdym klubie. Poza latynoską klasyką, mnóstwo tu gatunków pochodnych, będących mieszankami różnych stylów, jak np. salsa choke zainicjowana na kolumbijskim wybrzeżu Pacyfiku, będąca miksem tradycyjnej salsy oraz różnych gatunków typu „urbano”, jak son, reggaeton i tradycyjne rytmy afrykańskie. Dla każdego coś dobrego, wystarczy dać się porwać muzyce!

Kraj artystycznej płodności

Kolumbia, jak na kraj o skomplikowanej historii, jest obszarem płodnym artystycznie i to w wielu dziedzinach – od muzyki, poprzez literaturę, sztukę i architekturę – a wielu kolumbijskich artystów zdobyło światową sławę. I tak, na scenie muzycznej jest Shakira, która na swoim koncie ma wiele „naj” – jest m.in. najlepiej sprzedającą się kolumbijską artystką wszech czasów, a jej wybrane utwory niejednokrotnie już biły rekordy popularności na światowych listach przebojów. Mimo ogromnego sukcesu jaki odniosła, piosenkarka nie tylko nie zapomina, ale też często nawiązuje do swoich latynoskich korzeni oraz roli, jaką odegrało kolumbijskie dzieciństwo w jej życiu. Poza Shakirą, wśród Kolumbijczyków, którzy zasłynęli na światowej scenie muzycznej można wymienić piosenkarza i gitarzystę o przydomku Juanes (pamiętacie kawałek Camisa Negra?) czy J Balvina, obecnie jednego z najbardziej popularnych twórców reggaetonowych na świecie.

Poza muzyką Kolumbia wsławiła się mocno na międzynarodowym polu literackim dzięki wielu wybitnym pisarzom, z Gabrielem García Márquezem na czele – laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury oraz jednym z najsłynniejszych twórców realizmu magicznego – popularnego w hiszpańskim obszarze językowym nurtu w sztuce i literaturze nawiązującego do wyobraźni, magii i legend.

A to tylko kilka artystycznych dusz rodem z Kolumbii, kraj ma ich o wiele więcej. Bo coś jest w tym narodzie, że mimo trudnej przeszłości lubi tworzyć – na różnych polach.

Kraj czarnego proszku

Dla równowagi, kraj który zasłynął na świecie z produkcji białego proszku, wytwarza również z sukcesem i proszek czarny. Kolumbia znajduje się w pierwszej trójce światowych producentów kawy – po absolutnym liderze – Brazylii, która zaopatruje 1/3 światowego kawowego rynku, oraz Wietnamie. W Kolumbii kawę uprawia się w wielu rejonach, najbardziej jednak znanym jest tzw. Zona Cafetera, czyli strefa kawowa położona w zachodnio-centralnej części kraju. Większość farm kawowych w tych okolicach to uprawy małego i średniego formatu. To tutaj, w malowniczo położonym Salento, dowiedziałam się sporo o kawie od lokalnego wytwórcy tej używki, a przede wszystkim o procesie jej produkcji, o czym możecie przeczytać tutaj.

Będąc w czołówce światowych wytwórców kawy, Kolumbijczycy jeszcze do niedawna nie znali smaku dobrej, wysokogatunkowej kawy, która była przeznaczona przede wszystkim dla turystów i na eksport. To powoli zaczyna się zmieniać i od lat przyzwyczajeni do picia kawy gorszego sortu (do tego często instant!) mieszkańcy kawowej potęgi powoli poznają smak swojego narodowego rarytasu. Co nie znaczy, że piją go na co dzień, bo Kolumbijczycy są wierni tradycji, a stare dobre kolumbijskie tinto (nie mające nic wspólnego z czerwonym winem, jak można by mniemać), w Kolumbii ma bardzo wyjątkową rolę społeczną i towarzyską. Przygotowana z reguły wcześniej i serwowana prosto z termosu (nierzadko do plastykowych kubeczków) silna i przesłodzona, jak na europejskie standardy, kawa stała się niemal rytuałem w Kolumbii. Jest sposobem na rozpoczęcie dnia, nawiązywania rozmowy, a nawet znajomości. Bo Kolumbijczycy tacy są. Do szczęścia nie potrzebują wiele. A czy tak nie jest łatwiej?

 

O Kolumbii mogłabym pisać jeszcze wiele, gdyż pomimo ewidentnych sprzeczności, jest krajem, który skradł moje serce od pierwszego postawienia stopy na jej ziemi. A spędzone w nim blisko dwa miesiące tylko zaostrzyły mój apetyt na więcej. Bo Kolumbii nie da się poznać szybko. Trzeba ją eksplorować ze spokojem, przeżuwać wolnymi ruchami szczęki, trawić długo. Bo za dużo w tym kraju kontrastów, historii, intensywności jak na szybki posiłek w barze bistro. Jednak, gdy damy jej szansę, na pewno nagrodzi nas po stokroć, bo jest krajem niezwykłym…

 

ZDJĘCIE: Cartagena, Kolumbia. Maj 2015.


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

15 thoughts on “Jaka naprawdę jest Kolumbia?

  • 9 grudnia 2016 at 11:31
    Permalink

    To właśnie po takim opisie Kolumbii można się tak zakochać ,ze jesteśmy z Marcinkiem na etapie kupowania biletów.Do tego trenujemy od kilku tygodni Salsę w krakowskiej szkole salsy,żeby nasz pobyt był jeszcze bogatszy nie tylko w uciechy duchowe ale tez cielesne:-)

    Reply
    • 10 grudnia 2016 at 03:03
      Permalink

      Super, cieszę się bardzo! Uwaga, bo jest ryzyko, że się zakochacie i zostaniecie 😉

      Reply
  • 22 czerwca 2017 at 15:02
    Permalink

    Super blog! Trafiłam na niego dziś rano czytając coś zupełnie innego -już nawet nie pamiętam co???? O Kolumbii marzę i może kiedyś uda mi się ro marzenie spełnić a blog dodaje do ulubionych????

    Reply
    • 24 czerwca 2017 at 11:42
      Permalink

      Dziękuję Iwona, bardzo się cieszę, że przypadł Ci do gustu. Zapraszam zatem do nowych postów! 🙂

      Reply
  • 28 lipca 2017 at 17:52
    Permalink

    Wspanialy opis, jade tam!
    A po ile bialy proszek? 🙂

    Reply
    • 30 lipca 2017 at 19:44
      Permalink

      Ciężko powiedzieć – nie jestem ani fanką białego, ani czarnego…

      Reply
  • 5 sierpnia 2017 at 19:33
    Permalink

    Wpadlam przypadkiem i na Twojego bloga i do Kolumbii wlasnie u zostalam w obu miejscach 😉 dziękuję Ci za ten wyczerpujacy wpis o kraju Kawy i Szmaragdów, a jesli będziesz tu wracać, co przecież wielce mozliwe, to zamelduj się. I może wpadniesz na YT Polki w Kolumbii
    http://www.youtube.com/c/PolkawKolumbiiPolacaEnColombia, do zobaczenia!

    Reply
    • 5 sierpnia 2017 at 19:42
      Permalink

      Ola, bardzo się cieszę, że wpadłaś – i do Kolumbii i na bloga! Bardzo możliwe, że wrócę, co więcej – dość szybko. 😉 Ameryka Południowa jest w moich planach na początek 2018, a na czele listy tradycyjnie już Kolumbia, więc do zobaczenia! 🙂

      Reply
  • 6 września 2017 at 15:50
    Permalink

    pogoda w X jaka w Cali? pierwszy raz sie wybieram wlasnie w tym terminie i zupelnie nie mam pojecia…

    Reply
  • 12 września 2017 at 08:26
    Permalink

    Aniu, a jak wygląda pobyt cenowo? Dla 2 osób na ok 2-3 tygodnie? Bez szaleństw typu jedzenie w restauracji.
    Będę wdzięczna za pomoc.
    Pozdrawiam ????

    Reply
    • 12 września 2017 at 10:44
      Permalink

      Agnieszka, dla mnie Kolumbia jest dość przystępna cenowo, ceny podobne do Polski, a niejednokrotnie nawet niższe. Więc zależnie od tego, jaki styl podróżowania preferujesz, koszty można odpowiednio dostosować. Jedzenie można dostać w bardzo przystępnych cenach, zakwaterowanie również. Do tego transport na terenie kraju jest też dość tani – tanie linie jak np. VivaColombia (jeśli zabukowane odpowiednio wcześniej) umożliwią Ci transport nawet za kilkadziesiąt dolarów pomiędzy głównymi portami lotniczymi. Dobre planowanie jest konieczne, ale można naprawdę niedrogo zwiedzić Kolumbię. Polecałabym jednak min. 3 tygodnie pobytu, gdyż biorąc pod uwagę dość długi lot i jetlag, nie zostaje wiele czasu na zwiedzanie, a to potężny kraj. Pozdrawiam, Ania

      Reply
  • 24 września 2017 at 20:19
    Permalink

    Dobry wieczór Aniu!!!
    jestem w trakcie przygotowań do podróży do Kolumbii ( przełom października -listopada ). Moja podróż życia. 🙂 Czy mogłabyś mi dać kilka wskazówek, jak odpowiednio przygotować się na wyjazd?
    Czytam na różnych stronach o lekach przeciw malarycznych i szczepieniach. Jakie jest Twoje zdanie?
    Już teraz dziękuję Ci za pomoc i podzielenie się cennymi wskazówkami.
    Oczywiście odezwę się po powrocie i zdam relację jak spełniają się marzenia 🙂

    Pozdrawiam

    Reply
    • 28 września 2017 at 09:56
      Permalink

      Cześć Gosia, wow, wspaniała wyprawa! Nie napisałaś na jak długo jedziesz, ale niezależnie od tego, zasady które musisz wcielić w życie są dość uniwersalne. Wszystkim tym dzielę się w Projekcie Pierwsza Podróż – zajrzyj tutaj: http://eksploratorka.pl/projekt-pierwsza-podroz/ a dowiedz się, jak krok po kroku możesz zaplanować swoją pierwszą podróż do Kolumbii. Dodam jeszcze, że obywatele Polscy nie potrzebują wizy, ale warto mieć bilet powrotny bądź wyjazdowy (mnie o niego pytali na lotnisku w Panamie, z którego do Kolumbii leciałam). Jeśli chodzi o malarię, to o ile nie wybierasz się do dżungli, to ona raczej Ci nie grozi, a ze szczepień zaopatrzyłabym się w najbardziej podstawowe, o których piszę tutaj: http://eksploratorka.pl/projekt-pierwsza-podroz-zdrowie-szczepienia/. Z miejsc, które warto zwiedzić to oczywiście karaibskie wybrzeże z Parkiem Tayrona na czele, Medellin (moje ulubione miasto), okolice Salento i Zona Cafetera. Transport jest dość przystępny, istnieją tanie linie jak np. VivaColombia, którymi możesz poruszać się swobodnie i niedrogo na miejscu. Jeśli masz jakieś konkretne pytania, to daj znać. Powodzenia w planowaniu no i cudownych przeżyć na miejscu! 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *