Jak zacząć medytować (wskazówki dla początkujących, niecierpliwych i bardzo zajętych)

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Czasownik „medytować” pochodzi od łacińskiego słowa „meditārī”, które oznacza przemyśleć, dokonać refleksji, planować, kontemplować, rozważać, studiować, poznawać. Korzeń tego wyrazu nawiązuje z kolei do łacińskiego „mete”, które znaczy „mierzyć”. Mierzymy nasze myśli. Ich rozpiętość, znaczenie, wpływ na nas. Mierzymy i próbujemy nieco okiełznać. Bo nierzadko potrafią nas zdominować, wziąć nad nami górę, wyprowadzić nas z równowagi, wprowadzić niepokój. Nie bez kozery mówi się, że człowiek jest najgorszym swoim wrogiem. A konkretnie jego myśli, przekonania, głęboko zakorzenione poglądy na siebie i świat oraz emocje, które się w ich wyniku rodzą.

Spojrzenie na etymologię słowa „medytować” pozwala nieco odczarować ten proces, którym wielu kojarzy się z osiągnięciem wyższego stanu świadomości, przeniesieniem na inną płaszczyznę, z transferem w inny wymiar. A zatem z czymś tak nieosiągalnym, że wcale nie próbują. Jeśli jednak założymy, że inny wymiar może po prostu oznaczać uważność i kontakt z naszymi myślami (w końcu proces medytacji ma, zgodnie z pierwotną definicją, zmierzyć je, skontemplować i poznać, a niekoniecznie całkowicie wyciszyć), okazuje się, że każdy może medytować.

JAK ZACZYNAŁAM JA?

Moja droga do tej prawdy była jednak długa i wyboista. Medytacja przez wiele lat była dla mnie konceptem zupełnie abstrakcyjnym. Siedzenie spokojnie (a raczej bezczynnie!) przez ileś minut w jednym miejscu wydawało się kompletną stratą czasu. W świecie, gdzie wszystko pędzi, gdzie nie ma miejsca na przestoje. A już na pewno nie takie sterowane, planowane, organizowane. A gdy już próbowałam, pojawiała się frustracja, że nie mogę tej burzy myśli tak po prostu ogarnąć, zaczesać na gładko.  Aż do momentu, gdy wyjechałam w Wielką Podróż, gdzie przez 9 miesięcy nieustannie zmieniałam miejsca, rotowali ludzie, pojawiały się najróżniejsze emocje. Nagle okazało się, że potrzebuję jakiegoś ugruntowania, usadowienia, czegoś co zapewni mi regularny kontakt z sobą, o który tak ciężko w rzeczywistości, która każdego dnia dosłownie zalewa cię nowymi bodźcami. Gdzie codziennie mierzysz się z nową kulturą, innym spojrzeniem i poglądami oraz demonami, które ta konfrontacja wywołuje. Gdzie dzień w dzień spotykasz nowych ludzi i to oni są chwilowo dla ciebie rodziną i domem. Chwilowo, bo zaraz każdy idzie w inną stronę. W takich realiach szuka się domu w końcu tam, gdzie się powinno. W sobie. Zaczyna się słuchać siebie i swoich potrzeb. Odkrywa się też narzędzia, które lepiej pomogą do nich dotrzeć.

I nagle okazuje się, że wśród tych wielu narzędzi jest jedna metoda, która jest bezpłatna i zawsze dostępna, bo… jest w nas. Jeśli tylko będziemy chcieli ją wykorzystać. Jeśli damy jej szansę. Jeśli poświęcimy tę niewielką cząstkę w skali dnia i zbudujemy nawyk, otwierając sobie wrota do nowej świadomości. A może podświadomości?

JAK ODCZAROWAŁAM MEDYTACJĘ?

Zaczynałam od medytacji prowadzonej, gdzie zwykle jakiś przewodnik podpowiada ci co robić, na czym skupić uwagę, sterując całym procesem. Moim przewodnikiem był głos w słuchawkach podłączonych do telefonu, gdyż w podróży korzystałam z dostępnych na rynku aplikacji, typu Headspace. Te średnio jednak u mnie działały, gdyż rzadko się zdarzało, że głos zdołał mnie do siebie przekonać. A to jak praca z podświadomością. Musi być przekonująca, nie można wątpić już na samym starcie. Następnie próbowałam mantr – tu szło o wiele lepiej. Dobra mantra nie tylko potrafi na tyle skutecznie skoncentrować na sobie, że zapominamy o wszystkim dookoła, ale też podnosi wibrację energetyczną, ma niemal efekt modlitwy. Próbowałam też pracy z oddechem. Potem były pierwsze medytacje ciche, koncentracyjne. Medytacja uważności. Szukałam coraz to nowszych podkładów dla moich medytacji i często, zależnie od okoliczności, zupełnie coś innego się sprawdzało. Internet i jego nieograniczone zasoby odegrały tu kluczową rolę. Co ważne, z czasem odkryłam, że coraz bardziej tej medytacji potrzebuję, że coraz ciężej mi dobrze zacząć dzień bez choćby chwili dla siebie. Gdy znowu ruszyłam w podróż, tym razem po Azji, pomimo (a może właśnie ze względu na) mnogość bodźców, starałam się choćby na 10 minut włączyć wtyczkę do kontaktu. Z sobą.

Gdy zamieszkałam w Kambodży, aby zgłębiać tajniki filozofii Wschodu i pracy z energią, zaczęłam poznawać medytację od strony teoretycznej, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, które przez te miesiące podróży wypracowałam. Zawarłam tez bliższą znajomość z medytacją aktywną, która stała się ciekawą alternatywą dla wyciszenia natłoku myśli. Ciekawą, bo oprócz pozytywnej pożywki dla umysłu, ciało też coś dostaje, gdyż medytacja aktywna zwykle (choć nie zawsze) polega na jakimś typie ruchu. Gdy nauczyłam się podstaw, zaczęłam zgłębiać ją jeszcze bliżej, aby w końcu zostać instruktorką jednego z typów medytacji aktywnej – medytacji karmicznej. To doświadczenie nie tylko pozwoliło mi na wgląd w siebie, ale też obserwację tego procesu u innych. A mam wrażenie, że to dopiero początek mojej medytacyjnej drogi. Bo jeszcze sporo przede mną.

MOJE TRZY PRAWDY O MEDYTACJI

Długo trwało zanim zaprzyjaźniłam się z medytacją i znalazłam swój na nią sposób. Szukałam, próbowałam, testowałam. Sporo w tym było frustracji, rezygnacji, zwątpienia. Bo miałam błędne o niej przekonanie. Bo wychodziłam z błędnych założeń. Aż w końcu olałam założenia i przekonania i spróbowałam tego, co czułam. I zaczęło działać. Przy tym odkryłam trze prawdy o medytacji.

Prawda nr 1: Medytacją może być wszystko

Przeciwnie do tego, co głosi wiele spopularyzowanych teorii, wcale nie chodzi o to, aby praktykować medytację siedzącą, w której przez określony czas usiłujemy całkowicie wyłączyć swoje myśli. Bo medytacją może być wszystko! Pod warunkiem, że zrobimy to intencjonalnie, z pełną uważnością i świadomością chwili. Może być nią kilka głębokich wdechów, chwila ciszy, odsłuchanie/zaśpiewanie piosenki, taniec, pisanie, wizualizacja, mantra, modlitwa, kontakt z naturą. Wszystko, co pozwoli nam się wyciszyć i złapać kontakt z sobą. Wszystko, co da nam szansę choć na chwilę powrócić do siebie w tej codziennej gonitwie. Jakiś mały rytuał, który skłoni do refleksji, zatrzymania się. Bo z tej refleksji przychodzi wiele dobrego. Przychodzi nowa świadomość i lepsze zrozumienie sensu i celu tego wszystkiego.

Prawda nr 2: Medytuj po swojemu

W moim procesie odkryłam też, że każdy powinien medytować po swojemu. Tu nawiązujemy trochę do wcześniejszej prawdy o tym, że wszystko może być medytacją, ale jeszcze bardziej do okoliczności, w jakich medytujemy. Medytować można dosłownie wszędzie, co nie znaczy, że wszędzie jest łatwo. Stwórzmy sprzyjające warunki. Zdecydowanie pomaga bliskość natury, mnie osobiście szum i zapach morza, który naturalnie wprowadza mnie w stan medytacji. Ale jeśli akurat nie znajdujemy się nad morzem, jeziorem, w lesie czy na łące, odpowiednie okoliczności można sobie stworzyć w domu, na niewielkiej powierzchni. Wystarczy dostęp do internetu i jego nieograniczonych zasobów. Medytacja z przewodnikiem, wyciszająca muzyka, albo intonacje buddyjskich mnichów, czy innym muzyka klasyczna? A może po prostu cisza dla odmiany?

Podkład jest ważny, ale niemniej ważny jest zapach. Cokolwiek lubimy, cokolwiek działa. Jeśli jesteśmy fanami kadzideł, zapalmy je. Jeśli lubimy konkretne zapachy, rozpylmy je w powietrzu. Jeśli lubimy olejki eteryczne, nasmarujmy nimi skronie. Wszystko, co tylko przyczyni się do ułatwienia wejścia w stan medytacji jest dobre.

Na koniec nie zapominajmy o postawie. A właściwie zapomnijmy! Siedzenie w pozycji lotosu ze skrzyżowanymi nogami co prawda wygląda bardzo profesjonalnie (a w niektórych kręgach nawet modnie), ale nie jest konieczne. A mniej doświadczonym zdecydowanie może przeszkadzać, powodując np. ból pleców, bądź skurcze nóg. A przecież nie o to chodzi, aby skupiać się na bólu, a na naszych myślach. Nie stawiajmy sobie dodatkowych wyzwań, szczególnie na początku. Jeśli pozycja ze skrzyżowanymi nogami jest wygodna, krzyżujmy. Jeśli wolimy się położyć, połóżmy się. Jeśli chcemy trzymać nogi w górze, oprzyjmy je o ścianę. Pozycja ma ułatwiać medytację, nie ją utrudniać, więc na czas medytacji schowajmy ambicje do kieszeni. Głęboko.

Prawda nr 3: Medytacja to praktyka, a nie cudowny dar

Na koniec niezwykle ważna prawda, której poznanie otwiera zupełnie nieograniczone możliwości. Niewiele się mówi o tym, że medytacja to nie cudowny talent, z którym się rodzimy, ani też dar, z którym pewnego dnia się budzimy, a niekończący się proces i sumienna, regularna praktyka. Zła wiadomość jest taka, że znowu pojawia się coś, nad czym trzeba pracować, co trzeba praktykować i doskonalić, że nie jest to naturalne. Dobra z kolei jest taka, że dzięki temu właśnie każdy ma dostęp do medytacji i jej zbawiennych efektów i jeśli tylko da jej szansę, może osiągnąć niesamowite efekty. Nie ma złotych środków. Pamiętając, że wszystko może być medytacją, próbujmy różnych rzeczy i wybierzmy z nich coś, na czym się przez jakiś czas skupimy. Niech to będzie na początek 10 minut naszego dnia, z czasem może 20. Niech to będzie coś, co zamiast frustracji wprowadza spokój i pozwala nawiązać głębszy kontakt z sobą. Praktykujmy, obserwujmy efekty, zmieniajmy techniki. Ale najważniejsze, nie ustawajmy w drodze. Bo kiedyś przyjdzie taki moment, że ciężko będzie zacząć dzień bez medytacji. Gdy z regularnej praktyki zrobi się nałóg. Jeden z tych pozytywnych, których chcemy mieć więcej. Nałóg, który zmienia postrzeganie rzeczywistości, a w rezultacie nasze życie. Na lepsze, spokojniejsze, bardziej zrównoważone i świadome.


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

One thought on “Jak zacząć medytować (wskazówki dla początkujących, niecierpliwych i bardzo zajętych)

  • 4 kwietnia 2017 at 19:40
    Permalink

    tylko takie jak to chwila po chwili.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *