Droga z miasta narkotykowego terroru do kolumbijskiej głuszy

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Właśnie skończyła 36 lat. Wygląda trochę jak Agnieszka Dygant w stylizacji z Prawa Agaty, choć ma na imię Paola. Ma długie czarne włosy, ciemnobrązowe oczy o głębokim spojrzeniu i szczupłą, kobiecą sylwetkę. Nie nosi makijażu, ubiera się na luzie, ale kobieco. Zwraca uwagę innych, choć chyba bardziej stylem bycia, niż wyglądem, choć jest piękną kobietą. Jest pozytywna, uśmiechnięta, energetyczna. Na ulicy pozdrawia ludzi uśmiechem i zapytaniem „como estás, amor?”, czyli „jak się masz, kochanie?”. W Kolumbii kochaniem można zostać łatwo – kupując bilet na autobus, chleb na śniadanie, czy pytając o drogę przypadkowego przechodnia. Na początku patrzysz z osłupieniem, ale szybko się przyzwyczajasz. W sumie fajniej być kochaniem niż „panią”, „proszę panią”, czy też po prostu „tobą”.

Uśmiech wyssała chyba z mlekiem matki, bo przychodzi jej niezwykle łatwo. Choć generalnie łatwo nie było. Urodziła się w Medellin – drugim po Bogocie mieście Kolumbii, które dokładnie w okresie jej dorastania zyskało niechlubne miano stolicy mordu i najniebezpieczniejszego miasta na świecie. A wszystko dzięki białemu proszkowi wytwarzanemu z Bogu ducha winnych liści koki, który dzięki swoim silnie pobudzającym, a z czasem i uzależniającym właściwościom, szybko stał się najbardziej pożądanym towarem w Stanach Zjednoczonych lat 70-tych i 80-tych. To tu działał Pablo Escobar, najsłynniejszy baron narkotykowy świata, który w latach swojej świetności znalazł się w pierwszej dziesiątce najbogatszych ludzi świata magazynu Forbes, kontrolując 80% światowego rynku kokainy. Jego powszechnie znana strategia „plata o plomo” czyli „kasa lub kulka” skutecznie zdobywała „sympatyków” i eliminowała przeciwników, a hojność skierowana do mieszkańców miasta szybko przyniosła mu przydomek kolumbijskiego Robin Hooda. Przemoc zawładnęła ulicami Medellin, wojny gangów były na porządku dziennym, podobnie jak wymuszenia, korupcja i porwania, a niewinni ludzie ginęli jak muchy w drodze do pracy, szkoły, sklepu. Zginął i ojciec Pauli, który, jak wielu Kolumbijczyków w tamtym okresie, pracował dla przemysłu kokainowego. Paula nie mówi o tym zbyt wiele, ale otwarcie potępia kult Escobara i wszystkie atrakcje turystyczne związane z osobą narkotykowego lorda, których w Medellin i jego okolicach jest zatrzęsienie – wycieczki śladami Pablo, wizyty w jego willach, a nawet gra w paintballa w jednej z jego rezydencji pod Medellin.

DSC07359

Ciężkie to dzieciństwo, choć zupełnie normalne w realiach lat osiemdziesiątych tego ponad 2-milionowego miasta, które przez ostatnie dwie dekady ciężko pracowało na wykorzenienie demoralizacji i polepszenie swojej reputacji w świecie. I pracuje nadal, a efekty tej pracy trudno nie zauważyć, gdyż Medellin przerodził się ze stolicy narkotykowego barbarzyństwa w piękne miasto z międzynarodową energią.

Paola też się nie użala – przeciwnie, ma niesamowitą umiejętność cieszenia się każdą chwilą swojego życia w kolumbijskiej głuszy, oddalonej o 2 godziny jazdy od Medellin. Tu 4 lata temu utworzyła eko-farmę z zamiarem nauczania wolontariuszy zasad permakultury, czyli życia zgodnie z naturalnymi ekosystemami. Farma prężnie się rozwijała dzięki jej zaangażowaniu i zainteresowaniu przyjezdnych zrównoważonym życiem w zgodzie z naturą. Paola szybko dostrzegła szansę na dalszy rozwój biznesu – gringo, którzy przyjeżdżali uczyć się permakultury, chcieli też umieć porozumiewać się po hiszpańsku. Szybko zatem eko-farma przerodziła się w eko-szkołę hiszpańskiego, a Paola w drodze samokształcenia oraz kursów nauczania hiszpańskiego jako języka obcego została nauczycielką w owej szkole. Od kilku miesięcy szkoła mieści się na innej farmie, w której większy nacisk kładziony jest na hiszpański niż na permakulturę. Jednak Ci, którzy chcą poznać jej tajniki wciąż mogą to zrobić. Nauka odbywa się w dwutygodniowych cyklach. Co drugą niedzielę na eko-farmę przybywa nowa grupa spragnionych poznania języka cudzoziemców, którzy od poniedziałku, przez 2 tygodnie, w malowniczych okolicznościach kolumbijskiej przyrody, pilnie, pod okiem Pauli, uczą się koniugacji hiszpańskich czasowników i nowego słownictwa. Ale też odpoczywają, jedzą zdrowe, wegetariańskie posiłki i rozmawiają… ze sobą, a nie z telefonem czy komputerem, bo wifi na odludziu nie ma. O typowym dniu na eko-farmie możesz przeczytać tutaj.

DSC07553a

Ale Paola nie zawsze prowadziła szkołę hiszpańskiego w kolumbijskiej głuszy, co więcej, nie zawsze nawet o niej marzyła. Wręcz przeciwnie, jak wielu jej nastoletnich rówieśników, pragnęła opuścić zawładniętą przemocą Kolumbię i zobaczyć świat. Gdy skończyła szkołę średnią wyjechała więc. Na studia do Stanów. Studiowała grafikę w Południowej Karolinie. Ale stan tan jakoś jej specjalnie nie powalił. Za to pewnego dnia pojechała do Miami i… zakochała się od pierwszego wejrzenia. W wyniku tego zauroczenia przeprowadziła się, aby kontynuować studia z produkcji telewizyjnej na słonecznej Florydzie, które zaowocowały pracą w tejże dziedzinie. Tworzyła programy przyrodnicze, podróżnicze, kulinarne. Lubiła swoją pracę, ale świat nadal wzywał, więc wybrała się na roczną wymianę studencką do Madrytu, po której przez kolejne pół roku tworzyła własny dokument o najsłynniejszym swoim rodaku – Pablo Escobarze. W filmie zatytuowanym „Pablo is gone” przypomina światu i młodym pokoleniom Kolumbijczyków o kokainowym lordzie. Bo nie wiedzą – ich rodzice zapomnieli, gdyż zapomnienie było łatwiejsze niż pamiętanie. Co nie znaczy, że wybaczyli – jak mówi Paula.

Po wymianie wróciła do Miami, które nagle… drastycznie zmieniło się w jej oczach. A może ona się zmieniła? Bo czy można po półtora roku obcowania w innej kulturze pozostać tym samym? Zaczęła więc kwestionować to, co robi, pytać po co i dlaczego to robi i szukać. A może to jej szukano? Pewnego dnia w pracy wysłano ją na konferencję, na której jednym z prelegentów był intrygujący gość o imieniu Chris. Uczestniczki konferencji plotkujące w tylnym rzędzie wymieniły kilka razy jego nazwisko, które Paoli jednak niewiele mówiło. Gdy po konferencji Chris przedstawił się nieświadomej Kolumbijce, ta bez pardonu zapytała kim jest, bo słyszała, że wnukiem Rockefellera, tyle że kompletnie nie wie kim jest Rockefeller. Chris się zaśmiał i zaprosił ją na kolację, wdzięczny, że w końcu znalazł się ktoś, kto nie jest świadomy, że pochodzi z najbogatszej rodziny świata. A potem zaprosił ją do nowojorskiego Brooklynu, gdzie mieszkał. A następnie na Haiti, gdzie pracowali razem przez kilka miesięcy. A potem spowrotem na Brooklyn – tym razem, aby z mim zamieszkała. I nawet się wybierała – złożyła wypowiedzenie w pracy, kupiła bilet do Nowego Jorku. Tyle, że w międzyczasie ktoś inny zaprosił ją na ekologiczną farmę w Miami i… zakochała się bez reszty. W miejscu, koncepcie, eko-życiu. I zamiast w Nowym Jorku z wnukiem Rockefellera wylądowała w eko-społeczności na farmie w Miami, gdzie pracowała i uczyła się permakultury, świadomego życia, bycia w zgodzie z sobą i naturą.

Po roku życia na farmie wyjechała do Paryża, gdzie studiowała rozwój agrokultury i zgłębiała tajniki francuskiego. Te dwa lata nie tylko przyniosły jej znajomość nowego języka i dyplom magistra, ale też większą samoświadomość. Zrozumiała, że nie może już mieszkać w Miami, a nawet więcej – w żadnym innym dużym mieście. I po wielu latach wróciła do rodzinnej Kolumbii, gdzie w głębokiej głuszy założyła eko-szkołę hiszpańskiego, którą z sukcesem prowadzi od 4 lat. Co dwa tygodnie przyjeżdżają nowi ludzie z różnych zakątków świata i wnoszą coś nowego w jej życie. Tak jak ona wnosi w ich. Wymieniają się. A hiszpański jest tylko pretekstem do nawiązania nowych znajomości, obserwowania zachowań i reakcji ludzkich w specyficznym kontekście, nauczenia się kolejnych rzeczy – o innych i o sobie. Do zdefiniowania szczęścia i bycia szczęśliwym – w zgodzie z naturą i samym sobą. Tak jak żyło się dawniej, zanim industrializacja i Pablo Escobar wtargnęły z buciorami w życie Kolumbijczyków…

DSC07777


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

2 thoughts on “Droga z miasta narkotykowego terroru do kolumbijskiej głuszy

  • 29 września 2016 at 11:32
    Permalink

    Dzień dobry Aniu! Byłam wczoraj na Spotkaniach podróżniczych w rzeszowskim WDK . Bardzo spodobał mi się Twój program podróżniczy. Będę teraz śledzić Twój blog i nasycać oczy pięknymi zdjęciami oraz opowieściami z wielkiego świata. A ponieważ sama pochodzę z Tarnowa, toteż miło mi było Cię spotkać .

    Reply
    • 29 września 2016 at 18:34
      Permalink

      Dzień dobry! 🙂 Bardzo mi miło to czytać – cieszę się, że moje wczorajsze rzeszowskie wnurzenia się spodobały i gorąco zapraszam do dalszej blogowej lektury! Pozdrawiam ciepło – z naszego Tarnowa 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *