Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

Polacy mało podróżują. W czasie ośmiomiesięcznej podróży po Ameryce Północnej, Środkowej i Południowej, nie licząc polskich imigrantów w Stanach, spotkałam zaledwie dwóch rodaków – Huberta, chłopaka poznanego w Meksyku, który wystartował na rowerze w stanie Alaska z szaloną misją dotarcia tymże pojazdem do Patagonii oraz Aurelię – dziewczynę poznaną w Kolumbii, która wraz ze swoim irlandzkim narzeczonym podróżowała przez 3 miesiące po Ameryce Południowej. Tyle że oboje są trochę niepolscy, bo Hubert ma paszport niemiecki i większość życia spędził w Niemczech, do których wyjechał jako dziecko, z kolei Aurelia niemal całe swoje dorosłe życie spędziła za granicą – najpierw w Irlandii, a potem w Nowej Zelandii. To byłoby na tyle. Można by argumentować, że po prostu nie miałam szczęścia do rodaków, ale tegoż samego szczęścia nie miał niemal każdy poznany przeze mnie Nikaraguańczyk, Kostarykańczyk, Panamczyk czy Kolumbijczyk, bo wszyscy bardzo się zawsze dziwią, gdy na pytanie skąd pochodzę, odpowiadam: Polska. I nie dlatego, że są słabi z geografii, ale ponieważ rzeczywiście nie spotykają wielu podróżujących z naszego kraju. Fakt, w Azji nas trochę więcej, choć wciąż jak na lekarstwo, a w Europie pełno, ale to prawie jak dom. Dlaczego więc tak mało nas w świecie?

I zanim wywołam lawinę sprzeciwu, bo przecież Ty i Twoi znajomi podróżujecie regularnie, to spójrzmy na liczby, bo zapewne jesteście w statystycznej mniejszości. Według Eurostatu, pod względem nocy hotelowych spędzonych za granicą, wśród wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej zajmujemy wcale niezłe bo piąte miejsce po Niemcach, Brytyjczykach, Francuzach i Holendrach. Nieco gorzej wygląda to jednak w liczbach bezwzględnych – podczas gdy w 2013 roku liderzy rankingu – Niemcy – spędzili  łącznie 730 mln nocy za granicą, Polacy tylko 104, co stanowi marne 4% całości.

Jeśli z kolei chodzi o liczbę wyjazdów w roku, w 2014 Polacy, wedle danych Eurostatu, odbyli 49 mln podróży, jednak Niemcy blisko 5 razy więcej, bo 237 mln. Można się kłócić, że są dwa razy większym narodem, ale dla przykładu Holendrzy, których z kolei jest dwa razy mniej niż Polaków, odbyli prawie tyle samo podróży, bo 42 mln. I oczywiście teraz padnie niezbity i obecny w każdej tego typu dyskusji argument finansowy – jakże porównać PKB na głowę Polaka do PKB Niemca, Brytyjczyka, Francuza czy Holendra? No nie da się, bo jest średnio 3 razy niższe. Z drugiej jednak strony stać nas na wypasione samochody, mieszkania w dobrych dzielnicach dużych miast, których ceny często nie odbiegają od tych w miastach Europy Zachodniej, markowe ciuchy… Zgadzam się – ciężko rozmawiać o podróżach, gdy zarabia się najniższą krajową i ledwo wiąże koniec z końcem. Ale według GUSu zarobki ponad 30% Polaków zatrudnionych w Polsce oscylują wokół średniej krajowej (4515 zł brutto) lub ją przekraczają, a wszelkie dostępne badania (CBOS, KPMG) pokazują, że w ostatnich latach tylko połowa Polaków odbyła wyjazd turystyczny, który wymagał skorzystania z minimum jednego noclegu poza miejscem zamieszkania. Najczęstszym powodem rezygnacji z wyjazdu są względy finansowe, a następnie obowiązki domowe oraz służbowe (CBOS, KPMG). Gdy Polacy już wyjeżdżają, preferują zdecydowanie wypoczynek pasywny, który według badań jest najczęstszą formą spędzania czasu na wyjeździe (KPMG).

Wśród najczęściej odwiedzanych przez nas krajów na pierwszym miejscu są Niemcy, na drugim Wielka Brytania i Włochy, a następnie ex aequo Austria, Czechy, Francja, Grecja, Hiszpania, Słowacja, Norwegia i Szwecja (Eurostat). Analizując listę wymienionych krajów, ciężko oprzeć się wrażeniu, że wiele z tych wyjazdów ma jednak charakter zarobkowy, a nie turystyczny, choć według danych Ministerstwa Sportu i Turystyki, w pierwszej połowie 2015 r. ponad połowa wszystkich wyjazdów Polaków stanowiły podróże o charakterze turystyczno-wypoczynkowym. Dla odmiany, według badania CBOSu najpopularniejszymi celami wypoczynkowymi Polaków są Niemcy, Chorwacja i Czechy. Podobnie jak w wyżej cytowanym badaniu, są to kraje sąsiedzkie, bądź położone stosunkowo blisko Polski. Pierwszym krajem „rankingu” położonym poza kontynentem europejskim i regionem Afryki Północnej (na czele z Egiptem czy Tunezją, będącymi ulubionymi destynacjami turystyki o charakterze all-inclusive) jest Tajlandia, która znajduje się dopiero na 21. miejscu odwiedzanych przez nas krajów.

Co jest zatem przyczyną takiego stanu rzeczy? Dlaczego 40-milionowej nacji niemal nie widać w świecie? Wielu wciąż będzie argumentować, że winne są pieniądze, a raczej ich brak. A ja twierdzę, że i owszem, pieniędzy może nie mamy tyle, co nasi zachodni sąsiedzi. Jednak to, że nie podróżujemy przypisałabym raczej naszym własnym wyborom i inaczej zdefiniowanym priorytetom. Te z kolei są produktem mentalności, która przez lata wojen, okupacji i niedostatków każe siedzieć na tyłku, za bardzo się nie wychylać i inwestować w dobra trwałe i namacalne. To moje zdanie, ale dowodów w badaniach społeczeństwa również nie brakuje.

W latach 70-tych holenderski socjolog społeczny Gerhard Hofstede stworzył model kulturowy, który opisuje tendencje i typowe zachowania różnych nacji. Lata badań Hofstede wykazały, że społeczeństwa generalnie borykają się z podobnymi problemami, ale mają inne podejście do ich rozwiązywania. Model ten jest od lat wykorzystywany do analizy zachowań ekonomicznych i organizacyjnych społeczeństw, ale wybrane jego elementy z powodzeniem można przenieść na zachowania wyjazdowe. Hofstede analizuje 6 kluczowych tendencji społeczeństw, mierząc je w skali 0-100, gdzie czym wyższy wynik, tym większa skłonność nacji do danych zachowań.

Według mnie jednym z najciekawszych wyników w kontekście zachowań wyjazdowych Polaków jest wskaźnik unikania niepewności, który opisuje w jaki sposób jednostki radzą sobie z niepewnością w sytuacjach nowych, nieznanych, niezbadanych. Społeczeństwa o wysokim wskaźniku unikania niepewności są mniej mobilne, podejmują zachowawcze decyzje finansowe, są również mniej chętne do wprowadzania wszelkich zmian w życiu, za to bardzo lubią normy, zasady i struktury, które pozwalają niepokój i uczucie niepewności zniwelować.

Ze wskaźnikiem 93 (na 100) Polacy mają bardzo silną tendencję do unikania niepewności za wszelką cenę. Istnieje emocjonalna potrzeba życia w zgodzie z zasadami, a wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa jest często nadrzędną potrzebą kontrolującą inne zachowania. Społeczeństwa z wysokim wskaźnikiem unikania niepewności często wyznają kult pracy i „bycia zajętym”. Dla porównania Niemcy, stereotypowo postrzegani jako naród asekurancki i zorientowany na porządek, okazują się przywiązywać mniejszą wagę do unikania niepewności (65 w tej kategorii), podobnie jak Holendrzy (53), i Brytyjczycy (35). I tak, jak potwierdzają wcześniej cytowane badania – tych widać w świecie. Za to Hiszpanie z niewiele niższym wynikiem niż my (86) czy Włosi (75) już nie są tak aktywnymi podróżnikami, choć finansowo wcale pewnie nie gorzej się im wiedzie od niejednego Niemca czy Holendra.

Skąd ta desperacka potrzeba bezpieczeństwa? Myślę, że ogromny wpływ na tak wysoki wynik w tej kategorii miała historia ostatnich kilku wieków. Najpierw zabory, potem jedna i druga wojna światowa, a wszystko to uwieńczone ponad 40 latami spędzonymi pod bacznym sowieckim okiem w ustroju, który daje bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa i nie pozwala posiadać wiele, bo niby wszystko jest nasze, ale nienasze. Dlatego teraz lubimy posiadać – czujemy się pewniej, gdy mamy domy, samochody i inne dobra konsumpcyjne jeszcze 30 lat temu zupełnie niedostępne dla przeciętnego Kowalskiego. Osiadamy więc, masowo bierzemy kredyty i kupujemy mieszkania, bo to daje nam poczucie bezpieczeństwa, jest sposobem na zabezpieczenie przyszłości. Lubimy wydawać pieniądze na rzeczy trwałe, bo te pozostaną, są namacalnym dowodem na to, że w końcu czegoś się dorobiliśmy. Podróże takie nie są. Po nich pozostają wspomnienia i zdjęcia, które co najwyżej możemy pokazać na Facebooku. A my lubimy się pochwalić, nasza sarmacka natura mówi „zastaw się, a postaw się”. I niekoniecznie znowu zastaw się na podróże, bo te nie tylko wytrącają nas ze strefy komfortu, ale mogą być przecież niebezpieczne. Nie wiemy, co nas w świecie czeka, media nieustannie donoszą o nowych zagrożeniach, więc po co się wychylać, gdy można pozostać panem na włościach (nawet jeśli te przez całe życie będą własnością banku) i budować swoje królestwo materialne, zamiast galerię wyjazdowych wspomnień, znajomości i doświadczeń.

Postawa ta wydaje się mocno związania z innym wskaźnikiem modelu Hofestede – poziomem maskulinizacji społeczeństwa, który mierzy role przypisywane danej płci w rozwoju społeczeństwa. Kultury silnie zmaskulinizowane charakteryzują się wysokim współzawodnictwem, poziomem ambicji, dużą rolą sukcesu w życiu, asertywnością, materializmem, podczas gdy kultury feministyczne podkreślają rolę relacji i jakości życia. Ze wskaźnikiem 64 Polska jest mocno zmaskulinizowanym społeczeństwem, w którym ludzie żyją aby pracować, a nie odwrotnie, i w którym współzawodnictwo odgrywa dużą rolę. Stąd pewnie sukces w naszym pojmowaniu świata ma bardzo wyraźne oblicze – dobre stanowisko, pieniądze, dobra materialne. Stąd też zapewne ciężko nam porzucić to wszystko, dla czegoś niepewnego, co nie przyniesie wymiernych, namacalnych efektów, a co najwyżej utratę oszczędności. Wolimy więc nabywać dobra konsumpcyjne, a nie przeżycia i doświadczenia. Podróże wciąż nie są postrzegane jako inwestycja w siebie i własny rozwój. Jeśli już mamy inwestować w siebie, to raczej podejmując kolejne studia, szkołę, kurs, po którym zostanie choćby papier, a nie kilka pieczątek w paszporcie.

Co ciekawe, na zachowania podróżne społeczeństwa wydaje się również wpływać wskaźnik orientacji długoterminowej, który mierzy rolę wartości przynoszących korzyści w przyszłości w stosunku do wyzwań chwili obecnej. Społeczeństwa zorientowane długoterminowo oszczędnie gospodarują zasobami, są bardziej pragmatyczne w życiu codziennym, są lepszymi inwestorami i strategami, są też bardziej otwarte na nowe. Z kolei społeczeństwa zorientowane krótkoterminowo charakteryzuje duża presja na konsumpcję oraz oczekiwanie szybkich rezultatów (w tym zwrotu z inwestycji), a także umiłowanie tradycji i starych porządków.

Niski wynik Polski w tym aspekcie (38) wskazuje na przywiązanie naszego społeczeństwa do utartych norm oraz opór przed nowym, a także niechęć do planowania na przyszłość, a zamiast tego podejmowanie akcji, które mają przynieść efekt natychmiastowy. Wydawałoby się, że rzucenie wszystkiego i udanie się w długą podróż jest czymś beztroskim, lekkomyślnym, nastawionym na szybką przyjemność – w końcu wydajemy oszczędności, na które ciężko pracowaliśmy często latami, aby żyć chwilą – nawet jeśli będzie ona krótka. Z niską orientacją długoterminową, powinniśmy być zatem mistrzami podróżowania. Gdy jednak spojrzymy na to z perspektywy niematerialnej – z punktu widzenia doświadczeń, które nie są do kupienia za żadne pieniądze, nauki, którą czerpiemy z bytowania w innych kulturach, jest to często doświadczenia trwale zmieniające nasze życie, a zatem z efektem długoterminowym. Jako społeczeństwo nie patrzymy jednak w ten sposób – wolimy wydawać na coś, co przyniesie efekt natychmiastowy, a długofalowe efekty, do tego tak niematerialne i subiektywne, nie odgrywają aż takiego znaczenia.

Na koniec mój ulubiony element modelu – wewnętrzne przyzwolenie na odczuwanie przyjemności, który mierzy gotowość ludzi do podążania za swoimi wewnętrznymi impulsami i pragnieniami w oparciu o sposób w jaki zostali wychowani. Społeczeństwa o wysokim wskaźniku przyzwolenia na przyjemność są skłonne do ulegania wewnętrznym impulsom, słuchają siebie i swoich potrzeb wewnętrznych, podczas gdy te o niskim, czują większą potrzebę ich kontrolowania.

Z wynikiem 29 Polacy są narodem o niskim poziomie przyzwolenia na odczuwanie przyjemności i mają tendencje do konserwatywnego traktowania tego aspektu. Jesteśmy społeczeństwem „na wodzach”, które nie przykłada dużej wagi do czasu wolnego, rozrywki, celebracji, gratyfikacji za osiągnięcia, wręcz przeciwnie – uważa, że należy kontrolować własne impulsy. Podążanie za swoimi pragnieniami wydaje się być wręcz napiętnowane społecznie. Pokuszę się nawet o bardziej kontrowersyjne stwierdzenie – jesteśmy społecznie zaprogramowani, aby cierpieć a nie czerpać przyjemność – przez bolesną historię pełną lat ucisku, przez religię, przez hołd ciężkiej pracy. W tym obrazie nie ma miejsca na odczuwanie czystej przyjemności z życia bez wyrzutów sumienia – tego dopiero zaczynamy się uczyć, właśnie wyjeżdżając, obserwując inne społeczeństwa. Jeśli założyć, że podróżowanie daje przyjemność, to w naszpikowanym martyrologią narodzie polskim nie ma dla niego miejsca. Podróżowanie wciąż jest widziane w naszym kraju przez wielu jako czysta fanaberia – przecież można te pieniądze sensowniej wydać, lepiej spędzić ten czas, a do tego nie „grzeszyć” odczuwaniem przyjemności pochodzącej z cieszenia oka nowymi widokami, poznania interesujących ludzi czy nowych smaków. Tu idziemy łeb w łeb z naszymi wschodnioeuropejskimi sąsiadami – z Czechami, Słowakami i Węgrami jesteśmy na tym samym poziomie, a Litwini nawet nas biją na łeb z wynikiem o połowę niższym (16)! Dla porównania wynik Brytyjczyków to 69, Holendrów i Amerykanów (mimo mocno purytańskich korzeni) 68 – obydwa dwa razy wyższe – są to więc narody dwa razy bardziej otwarte na czerpanie przyjemności z życia. Patrząc na te dane nie da się nie zauważyć korelacji pomiędzy wydarzeniami historycznymi, a obecnymi poglądami i zachowaniami społecznymi.

I powstaje trudny obraz Polaka, który wydaje się być niepredestynowany do podróżowania – nie tylko jesteśmy społecznie zaprogramowani do bycia zachowawczymi w podejmowaniu ryzykownych decyzji, preferujemy inwestowanie w dobra materialne, a nie duchowe, lubimy mieć, a nie być, bo przez lata nie mieliśmy, to jeszcze mamy dużą skłonność do kontrolowania swoich impulsów i pragnień wewnętrznych, które często podpowiadają nam coś szalonego, jak np. rzucenie wszystkiego i udanie się w podróż. Ale rozwijamy się. Społeczeństwem wolnym jesteśmy dopiero od 27 lat i w tym czasie dokonaliśmy ogromnego postępu – emigrujemy, osiedlamy się w obcych krajach, uczymy się języków, stajemy się bardziej tolerancyjni i obyci, leczymy się z kompleksów, otwieramy się na świat. I pewnie za jakiś czas będzie też nas na tym świecie więcej – mimo wyssanych z mlekiem matki obaw, społecznych hamulców, inaczej zdefiniowanych priorytetów życiowych. Czego sobie i wszystkim Polakom życzę – z nadzieją spotykania ich częściej na swojej drodze w najbardziej odległych zakątkach globu, i bycia dumną z tego faktu.

 

LISTA CYTOWANYCH BADAŃ:

  • Wyjazdy Wypoczynkowe Polaków w 2014 roku i plany na 2015 rok. Komunikat z Badań CBOS, Nr 16/2015. Warszawa, luty 2015.
  • Top 10 Member States of origin for outbound holidays, 2014. EUROSTAT.
  • Tourism trips of residents aged 15 or more, 2014.
  • Wakacyjne wyjazdy Polaków, KPMG w Polsce. sierpień 2015.
  • Charakterystyka Krajowych i Zagranicznych Podróży Mieszkańców Polski w pierwszym Półroczu 2015. Ministerstwo Sportu i Turystyki.
  • Wynagrodzenia w Polsce, 2015. GUS.

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!