2016, idź do diabła!

Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

W numerologii rok 2016 jest dziewiątką i zamyka numerologiczny cykl dziewięciu lat. To rok przełomów, zmian, kończenia starych spraw, głębokiego oczyszczenia, uwalniania się od bagażu. Tłumaczyłoby to ilość negatywnych emocji w świecie, brak harmonii, czy inercję, bądź przeciwnie, niespodziewane rozpady i przełomy. Wystarczy spojrzeć, jak radykalne i daleko idące zmiany zaszły w polskiej i światowej polityce tylko w ciągu jednego roku. Lub ile gwiazd wielkiego formatu opuściło nas w ostatnich 12 miesiącach. David Bowie, Prince, Muhammad Ali, Leonard Cohen, Andrzej Wajda, George Michael, Carrie Fisher i wielu innych, których rolą było dostarczanie rozrywki, wywoływanie uśmiechu na twarzy, wzbudzanie refleksji, cieszenie oka i ucha, oświecanie ciemnego tunelu codzienności muzyczno-filmowo-sportową treścią.

2016, moje uczucia względem ciebie są ambiwalentne. Nie, to za mało powiedziane! Rozdzierasz mnie na pół gdzieś pomiędzy licznymi marzeniami, które udało mi się za twojego panowania spełnić, a pytaniami natury egzystencjalnej i bólem istnienia, który przyniosłeś. Pozwoliłeś mi zrealizować więcej pragnień, niż jakikolwiek inny rok. Odbyć więcej podróży, niż kiedykolwiek wcześniej. Odwiedzić aż 15 krajów na 4 kontynentach, w tym 9 po raz pierwszy. W podróży spędzić aż 8 miesięcy, czyli 2/3 roku. Poznać dziesiątki niesamowitych ludzi, uczyć się od nich na co dzień. Eksplorować odmienne kultury. Praktykować tolerancję i miłość w różnych okolicznościach. Czerpać mądrość i inspirację ze znakomitych książek. Założyć tego bloga, dając w końcu ujście kreatywnej lawie, która niecierpliwie bulgotała pod skorupą krateru.

Lecz zanim zaczniesz puchnąć z dumy, 2016, muszę ci wygarnąć! Zadrwiłeś ze mnie, zagrałeś mi na nosie, zaśmiałeś mi się głośno w twarz! Pokazałeś, że jestem w błędzie, jeśli myślę, iż steruję swoim życiem na tym bezkresu oceanie. Że przełom w mojej egzystencji wcale nie nastąpił wraz z porzuceniem pracy, dotychczasowego życia w Warszawie i ruszeniem w podróż, której pierwszym przystankiem był Nowy Jork. Że prawdziwy przełom dopiero nadchodzi i będzie bardziej bolesny, niż przypuszczałam, bo w proch obróci się niemal każdy aspekt mojego dotychczasowego życia. Przyszedłeś pokazać mi, jak bardzo jeszcze niepewna i niestabilna jestem za sterem tej swojej malutkiej łódki. Namieszać w oceanie życia, abym porządnie się napociła, by nie wypaść za burtę i utrzymać się na pokładzie, zapominając przy tym całkowicie o sterowaniu.

I namieszałeś, 2016! Ważni ludzie przychodzili i odchodzili. Kraje i kontynenty się zmieniały. Pojawiały się nowe doświadczenia, inne szły w zapomnienie. A z nimi wiele przemyśleń i pytań bez odpowiedzi. Przyszedł powrót do Polski po blisko roku w podróży, który okazał się trudniejszy, niż myślałam. A z nim decyzje, o tym, co dalej. I świadomość, że do starego już wrócić nie mogę, bo starej mnie już nie ma. Więc powoli, niepewnie próbowałam powstać z czworaków podczas, gdy łódka niemiłosiernie się chybotała, zdziesiątkowana sztormem na oceanie, który wywołałeś. A ja na niej, chwiejnie w końcu stanęłam. Postawiłam dumnie żagiel (albo to, co z niego pozostało) i ruszyłam od nowa do steru ze świadomością, że nadal chcę sterować, ale z prądem. Nie prądem powszechnych trendów, zachowań społecznych i oczekiwań innych, a swojego życia. Nie chcę już walczyć z żywiołem, chcę się mu poddać, iść z naturalnym biegiem – polubiłam stan flow.

Więc do widzenia, 2016, na ciebie już czas! Dziękuję ci za wszystkie miejsca, podróże, ludzi i nauki życiowe, które mi podarowałeś. Za całą tough love, tę trudną miłość, jaką dostałam od ciebie przez te 12 miesięcy. Za druzgoczącą transformację, którą mi zafundowałeś na swoich pozornie bezpiecznych kolanach (ależ się nabrałam, myśląc, że będzie wygodnie!). Za zgliszcza, które zostały po niej, na których w końcu może odrodzić się coś nowego. Za prawdziwy przełom, gdy myślałam, że przełom mam dawno za sobą. Za wielkie życiowe lekcje o sobie i innych, które można chłonąć tylko z poziomu dna. Bo jesteś rokiem dna, od którego pozostaje się już tylko zgrabnie odbić, szeroko rozpościerając skrzydła!

Odbić i odpłynąć z prądem 2017, którego wypatruję z lornetką i zegarkiem w ręku. Z wypiekami na twarzy i błyskiem w oku. Bo czuję, że to będzie szczególny rok. Rok, który w numerologii jest jedynką i oznacza początek cyklu. Idealny czas, aby zacząć na nowo. Energia tego roku niesie jasność, kreatywność, siłę witalną, moc tworzenia, inicjatywę. Nadchodzi rok nowych szans, otwartych drzwi, płynności. Wszystko, co przyniesie, daje bazę na kolejnych 9 lat.

Tak więc nadchodź 2017! Przynieś nowe, bo twój poprzednik okropnie mnie zmęczył. Jestem gotowa chwycić z powrotem za ster i wypłynąć na zupełnie nieznane mi wody. Przywitam cię godnie i z gracją, obiecuję (falbaniastą sukienką, szpilkami i schłodzonym szampanem). Będę z wdzięcznością przeżywała każdy twój dzień – świadomie i w zgodzie z sobą. Będę pamiętała o najmniejszych radościach życia, bo już wiem, że to właśnie o te małe rzeczy chodzi. Będę cieszyła się promieniami słońca na twarzy, zielenią drzew, błękitem wody i zapachem wiosennych kwiatów. Będę robiła więcej rzeczy, które prawdziwie mnie cieszą, bo wiem, jak ulotne i kruche jest życie. Będę z wdzięcznością się uczyć, a co się nauczę, przekażę dalej, obiecuję. Będę jeszcze głośniej śpiewać i częściej tańczyć. Będę czytać bez opamiętania, a książkowe mądrości głosić dalej. Będę liczyć doświadczenia, a nie pieniądze. Będę się więcej śmiać, śmiać do łez, na przekór zmarszczkom mimicznym i rozmazanej maskarze. Będę we wszystkim szukać wartości, koniec z rzeczami bez esencji! Będę żyła autentycznie, bez ściemy, prób generalnych i poprawek, za to zgodnie ze swoim scenariuszem (nawet jeśli zdecydujesz go trochę powywracać). Będę podążała za swoim życiowym celem, nawet jeśli przeczy on zdrowemu rozsądkowi i wierzeniom tłumu. Będę doceniała ludzi, których przyniesiesz mi w darze oraz tych, których dali mi twoi poprzednicy. Jeśli pozwolisz, będę podróżowała dużo i często (za co będę cię wielbić bez końca)! Będę niestrudzenie eksplorowała nieznane zakątki świata, odkrywała zakamarki swojej świadomości, uczyła się o drugim człowieku tam, daleko. I będę o tym pisać. Nie zmarnuję ani dnia, obiecuję! Czy to wystarczy, abyś już przyszedł?

 

ZDJĘCIE: Mũi Né, Wietnam, listopad 2016.


Podoba Ci się? Podziel się ze znajomymi!

eksploratorka

Eksploratorka świata i rzeczywistości wokół niej w ponad 50 odwiedzonych krajach. Miłośniczka Ameryki Łacińskiej i azjatyckiej kuchni, zafascynowana filozofiami Wschodu oraz konceptem slow travel. Pasjonatka języków obcych oraz ich wpływu na interakcję międzyludzką. Podróżniczka i blogerka z misją inspirowania Polaków do dokonywania życiowych zmian, realizacji marzeń, odkrywania siebie. Autorka wyjazdowych warsztatów życia w zgodzie z sobą. Będąc od 2 lat w drodze, na blogu eksploratorka.pl chętnie dzieli się przemyśleniami na temat podróżowania, lepszego życia oraz niekończącej się eksploracji świata, siebie i drugiego człowieka.

2 thoughts on “2016, idź do diabła!

  • 29 grudnia 2016 at 11:10
    Permalink

    wow! no tak, świetny świetny tekst…też pokładam swoje nadzieje w jedynce i z niecierpliwością czekam co mi przyniesie

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *